Filozofia w szkole

Widzisz posty znalezione dla hasła: Filozofia w szkole





Temat: Tropiciele Planu
Piszesz:
> To, że 1 z piszących ewangelię zawarł jakiś
> fakt a drugi nie, nie jest żadnym argumentem przeciw wierze w Chrystusa.

To - nie. Ale np. jawne sprzeczności - już bardziej. A dzisiejsze analizy
tekstów Nowego Testamentu sięgają jeszcze o wiele dalej.
(Przez "wiarę w Chrystusa" masz na myśli chrystologię Pawła.)

Piszesz:
> Wiemy na pewno, że żyła osoba taka jak Jezus z Nazaretu i w bibli zawarte są
> fakty historyczne mówiące o jego życiu.

Nawet to, że istniał, jest słabo udokumentowane. Choć raczej uważa się, że ktoś
taki, wokół którego później osnuto stopniowo rozmaite wierzenia religijne,
jednak istniał.
W ewangeliach są zapewne fakty historyczne. Ale po pierwsze - zadziwiająco
mało! W porównaniu z zaufaniem, jakim powszechnie obdarza się ewangelie jako
źródło historyczne, naprawdę mało. A po drugie - co tam jest tymi faktami?

Piszesz:
>To, że nauki Jezusa zostały zaczerpnięte z buddyzmu jest absurdem. W jaki
>sposób człowiek z Nazaretu miałby styczność z Budyzmem?!

No, cóż. Globalizacja, stary! To wcale nie byłoby takim zaskoczeniem dla
archeologów, gdyby gdzieś pod Nazaretem odkryli ruiny klasztoru buddyjskiego;-)
Świat starożytny nie jest tym, czym nam się wydaje na podstawie naszych, jak to
nazwałem, "utrwalonych kolein wyobraźni"! Buddyzm istniał w Grecji i był znany.
Aby nie wydawało się, że snuję zupełne fantazje z tym Nazaretem, powiem, że
właśnie tuż pod Nazaretem mieściła się wielka szkoła filozofii cynickiej, do
której nauki i postawa Jezusa są uderzająco podobne.

Poza tym - zwróć na to uwagę! - nie twierdziłem, że "człowiek z Nazaretu miał
styczność z buddyzmem", lecz że mieli ją autorzy ewangelii. Właśnie fakt, że
niektóre opisy działań Jezusa niemal dosłownie kopiują opowieści buddyjskie
(zgadza się np. ilość chlebów z przypowieści o cudzie rozmnożenia, analogiczny
jest nominał monet w przypowieści o wdowim groszu, etc.) wskazywałby na to, że
nie mamy do czynienia z relacją o rzeczywistości historycznego Jezusa.

Twoje zarzuty wobec katolicyzmu, częściowo słuszne, są ogromnie, ogromnie
uproszczone. Chcę tylko zauważyć, że nie miałbyś Biblii w takim kształcie, w
jakim opierasz na niej swoje wyobrażenia o "nieskażonej nauce
chrześcijańskiej", gdyby wyboru ksiąg kanonicznych nie dokonał kościół.

Mówiąc Twoim językiem: "Biblia powstała w 325 roku." (uproszczenie)

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: czyste złoto II
garść pytań
jakiej maści, ile garbów
nabyłeś go na przetargu
smutny, luźny czy wesoły
z jakiej filozofów szkoły
i czy w gębę ci nie pluje
kiedy tak filozofuje?
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Wydział Filozofii UJ przeciw ustawie lustracyjnej
No, popatrz, Bacha, dziatwa mądrzejsza od nauczycielki i wie.
A może trzeba filozofii w szkołach miast pat-ryjo-/idio/tyzmu? Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Szkoła im.R.Schumana nr 47
agawalo, ja stwierdzenie "chodzi o kase" rozumiem inaczej: ze jest to biznes, a
najwazniejsze aby liczba zrodel czesnego, byla taka jak zalozona w biznes
planie. Czyli szkola jest taka sama firma jak nieprzymierzajac fabryka srubek,
i tyle.

Cos chyba jestes ciut przewrazliwiona na to zarzucanie lapowek...

Nikt w tym watku (ze mna na czele) nie mowi o rzeczach nieuczciwych ktore
moglyby miec miejsce w szkole, mowimy tylko o filozofii jaka szkole przyswieca
(szkola po to zostala powolana aby zysk wypracowac). I to nie chodzi o to czy
ona (ta filozofia) jest zla czy dobra,tylko o nazwanie rzeczy po imieniu.
Jeden woli aby dziecko chodzilo do nastawionej na zysk, dobrze wyposazonej,
oferujacej trzymanie dzieci do polnocy szkoly gdzie dla pan w sekretariacie
1000 zl to male piwo, a drugi woli skromna panstwowa podsawowke, gdzie dziecko
zetknie sie nie tylko z takimi dziecmi dla ktorych 1000 zl to pestka, ale i
takimi ktorych rodzice te 1000 zl zarabiaja na miesiac...To juz jest kwestia
jakis tam pogladow na zycie itp. Kazdy ma troche inne rzeczy ktore uwaza za OK.


I raz jeszcze nikt szkoly NIE KRYTYKUJE, to sa poprostu opinie. Naprawde Twoja
obrona Czestochowy jest naprawde niezrozumiala. Autorka watku ma rozum, juz
wie co sadza mamy zadowolone ze szkoly, ale i poznala kilka opinii zwracajacych
uwage na jakies aspekty tej szkoly, ktore wedlug niektorych mam nie sa fajne.
To co tu wyczytala plus pewnie wizyta w szkole, rozmowy pozwoli jej sobie
wyrobic jakies woje zdanie.

Obawiam sie ze tak walczac z jakimkolwiek odmiennym pogladem niz jedynie
sluszna apoteoza Primusa, robisz wiecej zlego niz dobrego, w edlug znanej
maksymy "prawdziwa cnota krytyk sie nie boi"

Ja moge publicznie powiedziec ,ze Primus to wspanaiala szkola, tyle ze nie dla
mnie (bo....)

A tak apropos wczoraj wrocilam z zebrania z naszej szkoly i jestem bardzo
zaniepokojona bo okazalo sie ze jest duzo rzeczy ktore mi sie nie podobaja.
Ale to juz temat na inny watek....

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Filozofia w szkołach....
Filozofia w szkołach....
Sama nauka bez filozofii jest jak mozaika kolorystyczna tworzona bez
przewodniej myśli estetycznej....pomysł uważam za świetny. Osobiście uwielbiam
Nietzchego. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Filozofia w szkołach....
nie czytajac platona nie poznasz "niczego"
filozofia w szkole?tylko jako "nauka myslenia"
inaczej stanie stanie kolejnym przedmiotem do "wkuwania" Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Rodzice Piotra: dyrektor Urban dyskryminował
Jesteś absolwentem tej szkoły - to wiele wyjaśnia, skąd u Ciebie
taki tok rozumowania. Widzę, że jedyną wartością, którą ona
skutecznie zaszczepia swoim wychowankom jest oportunizm. Brawo, że
ją posiadasz. Na pewno zrobisz karierę. Umiejętność spychania
odpowiedzialności na innych, to bardzo przydatna w robieniu kariery
cecha.

A teraz sobie poczytaj jakież to wielkie wymagania musi spełniać
szkoła, aby mogili do niej uczęszczać hemofilitycy. Opinie
wojoweódzkiego i krajowego konsultanta d/s hematologii oraz szkolnej
pielęgniarki. Jak zobaczysz wystarczy tylko trochę, na prawdę tylko
trochę, dobrej woli. W sumie dobrze się stało, że Piotrek nie trafił
do tak bezdusznej szkoły, gdzie kadra myśli tylko o tym jak pozbyć
się kłopotu i pobrylować na balach dobroczynnych.

"Dr Jarosław Peregud-Pogorzelski, lekarz chłopca i wojewódzki
konsultant ds. hematologii, podaje, że w województwie jest 40 dzieci
z hemofilią i chodzą normalnie do szkół. - Nie ćwiczą na WF, ale np.
jeżdżą na obozy. "Trzynastka" pozbyła się problemu. Dla dziecka to
może być wstrząs.

Podobnego zdania jest prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant
w tej dziedzinie: - Dziecko z hemofilią potrzebuje regularnego
podania czynnika krzepnięcia krwi, jak cukrzycy insuliny. Gdy ma
podany czynnik, to i po urazie nic się nie dzieje - tłumaczy. -
Jeśli nie, wylew grozi nawet kalectwem. Ale to dziś rzadkość.
Często, gdy nie ma czynnika, chory bierze zwolnienie. Filozofia
szkoły mnie przeraża.

Takich uczniów ma np. Gimnazjum nr 18. Jego pielęgniarka Teresa
Wajer mówi: - Nie ma czego się bać, gdy wszyscy wiedzą, co robić.
Jesteśmy w stałym kontakcie: wychowawca, ja, rodzice i lekarz
prowadzący. Gdy dochodzi do urazu, wzywamy karetkę i rodzica. Jak
jestem w szkole (dwa razy w tygodniu), podaję czynnik na zlecenie
lekarza. Rodzice zostawili lek w szkole w lodówce. Gdy mnie nie ma,
podaje go lekarz z karetki. Bardzo rzadko coś się dzieje. Te dzieci
nie potrzebują więcej uwagi niż np. chore na astmę" Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: A wy w co wierzycie?
O pojmowaniu "non possumus"
Balbinka napisała - dużo... od czego zacząć cytowanie? Może od tego:

> Powiedz mi tedy prosze kiedy uslysze Twoje "STOP, ani kroku dalej!". Czy moze
> juz zabrzmialo - tyle, ze ja juz nieco przyglucha jestem.


Chyba jednak jesteś. Albo, być może, to ja wypowiadałem się nie tu i nie na
tyle głośno, byś mogła to usłyszeć? Odpowiadając możliwie najkrócej, ale ad
rem: nie sądzę, by mnie dotyczyły Twoje słowa:

> ...u Ciebie akurat na odwrot, czyli granice dozwolonych zachowan (kleru
> i zwolenników jego władzy - przyp. marcq) w/w sa ciagle przed Toba, podczas
> gdy dla mnie zostaly one juz dawno przekroczone.

Właśnie ocena tych spraw, a nie styl dyskusji tutaj, na forum, jest dla mnie
probierzem postawy człowieka, który chce walczyć o wolność poglądów i wolność
ich wyrażania - w państwie światopoglądowo neutralnym. Tak, te zachowania i ja
uważam za dawno przekroczone! Zaczęło się od ponownego wprowadzenie religii do
szkół, a kulminacją było podpisanie - ot, tak, ze środy na piątek, bez ŻADNYCH
wcześniejszych zapowiedzi - konkordatu przez rząd Suchockiej, który w momencie
podpisywania go jakoby już nie rządził, a tylko administrował w oczekiwaniu na
wynik przyspieszonych wyborów. Czyli - "swoi ludzie" zrobili w porę swoje.
Reszta, włącznie z ratyfikowaniem go i przyjęciem szeregu "okołokonkordatowych"
ustaw i przepisów, była już tylko kwestią czasu.
Podobnie kwestia ustawy aborcyjnej i wiele, wiele innych spraw - często
drobnych, ale tworzących atmosferę...

W sumie - wg mnie Polska od dawna nie jest już państwem, w którym istnieje
wolność światopoglądowa. Co więcej - i tu może masz rację w swej opinii -
klerykalizacja życia, w tym rozwiązań prawnych, zaszła już tak daleko, stała
się tak integralna, że powoli przestaje to być widoczne dla obywateli...

Czy TERAZ wyrażam się na tyle jasno, byśmy mogli kontynuować dyskusję
merytoryczną zamiast "wymiany wizytówek"?
CZĘŚCIĄ tej dyskusji jest dla mnie dyskusja w sąsiednim wątku nt.
religii/etyki/filozofii w szkole...

Pozdrawiam.

Marcq Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Wraca stary temat: aborcja
Wyswiechtany temat
Aborcja albo za lub nie. Dylemat religijny, swiatopogladowy. Tylko zakazem aborcji jeszcz nikt
ni rozwiazal problemu. Edukacja seksualna, etyka/filozofia w szkolach a nie religia moga w tym
pomóc. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Wraca stary temat: aborcja
TY NAWET definicji nie potrafisz sklecic-NIE OSMIE
NIE OSMIESZAJ NAUKI - przyklejajac sie do niej ze swoimi imaginacjami.

Gość portalu: ASTRA napisał(a):

> >Edukacja seksualna, etyka/filozofia w szkolach a nie rel
> > igia moga w tym
> > pomóc.
>
> Zauwaz ze tylko kaczor odwolywal sie do religii zeby mi przyprawic latke. Ja
si
> e konsekwentnie
> opieralam na biologii.

wykaz to:
Po prostu nie masz racji i nie mozesz, badz nie jestes w stanie wymyslec nawet
spojnej logicznie definicji czlowieka.

Odpowiedz na ponizsze posty lub chociaz je przeczytaj, ponoc to 'wy' jestescie
poszukiwaczami prawdy, a tu masz 'ona sama do ciebie przyszla', wystarczy sie
skupic, otworzyc na nia i przeczytac:

Przeczytaj uwaznie byc moze tera zrozumiesz i ustosunkujesz sie do zarzutow:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=11293805&a=11492344
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=11293805&a=11492246
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=11293805&a=11492258
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=11293805&a=11492272
I nie zapominaj rozmawiaz ze mana nie z Singerem

>Powiedz o jakiej etyce mowisz? O etyce aborcji? O etyce
> Singera? Czy o
> indywidualnej etyce opartej na religii.

o etyce tolerancji, nie etyce totalitaryzmu

>Jesli tak, to "nowoczesna" Francja i ni
> e tylko zwalcza
> wszelka etyka oparta o religie.

francja posiada smutne doswiadczenia z wami REligijnymi, a szczegolnie
KATolikami

> Ci najbardziej zwalczani rozmnazaja sie najszyb
> ciej i to tylko
> kwestia czasu jak Francja poplynie.

sila czlowieka nie jest dzietnosc, ale wiedza/informacja

>A za nia poplynie caly Zachod jesli z takim
> uporem bedzie
> sie trzymal etyki i filozofii smierci.

ty naprawde masz problemy i powazne fobie:[
katoliczko wykaz troche milosci do blizniego swego, nie tylko wspolwyznawcy
KATo-religii


Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Jak uczyć religii 4-latki?
> Bez religii natomiast doskonale można się obejść.<

To teza do dyskusji.
Warto włączyć do programu postulowanej nauki filozofii w szkołach. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Do medyków: Dlaczego męczycie chorych?
>a ja się nie zgodzę co do tej skuteczności.

pierwszą od wielu lat systemową podwyżką był 30% "dodatek Religi" który wystąpił po poprzedniej fali strajków
ja wiem że niektóre szkoły filozoficzne negują pryncypialnie istnienie związków przyczynowo - skutkowych uznając przypadkowość i za jedynie istniejące następstwa czasowe w których niedoskonały umysł ludzki doszukuje sie związków aby uczynić rzeczywistość bardziej zrozumiałą ale nie wszyscy są ich zwolennikami

>Czy Pan wie, że ja już od kilkunastu miesięcy w towarzystwie nie
>mówię, jaki zawód wykonuję?

Ja również, od znacznie dłuższego czasu, jednak jak sądzę motywacja moja jest odmienna. Chroni bowiem takie postępowanie do pewnego stopnia przed
a) wysłuchiwaniem narzekań na fatalna stan opieki zdrowotnej
b) wysłuchiwania historii chorób osób które nie są moimi pacjentami a które to opowieści bywają długie i nużące
c) bycia zaskakiwanym nagłym sięgnięciem za pazuchę i kwestią "czy mógłby pan zerknąć na wyniki badań i rtg które mam przy sobie, co Pan o tym sądzi"
d) chroni mnie przed dotkliwym bólem kostek skopanych celnie pod stołem przez mą małżonkę która nie zawsze docenia moje poczucie humoru

>Dopóki, proszę Pana, nie ma powszechnej solidarności w odmowie pracy
>na takich warunkach (jednoczasowej!) naprawdę na protestach zyskują
>wybrani przedstawiciele środowiska oraz warunkodawcy.

Takowa solidarność nie istnieje i nie należy jej oczekiwać. Efekty działań tego typu są nieprzewidywalne a beneficjenci często przypadkowi i kompletnie na to nie zasługujący.

>Myślę na poważnie o socjologii, ale lekarz-socjolog, to by było
>dziwadło, prawda?

W dzisiejszych czasach może to być dobry sposób by znaleźć sie w mediach a niektórzy twierdzą że poza tym co istnieje w mediach nie istnieje nic. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Czy ktoś czytał Życie z kropką?
Być może masz racje,
aczkolwiek są dwie "szkoły filozoficzne"
Falenicka i Otwocka:)
:)
Wawerka
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Przyszłość filozofii leży w destrukcji.


?ledz ć historię my?li filozoficznej odnoszę nieodparte wrażenie, że
obserwuję dzieje stopniowej destrukcji obrazu rzeczywisto?ci tworzonego
przez człowieka, przeplatane próbami zast pienia starych konstrukcji
nowymi,
bez większego jednak powodzenia.


To zdanie swiadczy o twoim pesymizmie, ktory ma zrodlo gdzies w twoim
systemie wartosci. Ja odnosze zupelnie odwrotne wrazenie! Obserwuje dzieje
postepu i rozwoju swiadomosci ludzkiej oraz coraz ciekawsze koncepcje
rzeczywistosci, zmieniajace sie i dostosowane do danej epoki.


Filozofia próbowała i czasem jeszcze
próbuje dać ludziom odpowiedzi na pytania ostateczne: naturę wszech?wiata,
istnienie boga itd.


Wydaje mi sie, ze istnieje kres tych pytan.


Gdy prze?ledzimy jednak rozmaite szkoły filozoficzne,
zrodzi się pytanie: dlaczego tak wiele odpowiedzi na te same zagadnienia i
czy podważanie starych modeli rzeczywisto?ci dla wprowadzenia nowych,
własnych, nie przyczynia się jedynie do postępuj cej erozji poczucia
możno?ci ogarnięcia i opanowania chaosu ?wiata.


Swiat wcale nie jest chotyczny. Jego obraz jest w duzej mierze zalezny od
naszego systemu wartosci, ktory zostal nam czesciowo zaszczepiony w chwili
urodzin przez genetyke, pozniej wychowanie, a w koncu wlasne ksztaltowanie.


I tu pojawia się problem: prawdopodobnie nie ma teorii
wymy?lonej przez człowieka, której drugi nie byłby w stanie podważyć.


To jest oczywiste.


Różne
argumenty mog  wchodzić w grę, niemniej efektem będzie obalenie jakiej?
teorii ludzkiego umysłu. W ferworze różnych sporów powstawało, owszem,
wiele
teorii i teoryjek, ale także coraz wyra?niejszym stawał się fakt, że pewne
jest to, iż nic nie jest pewne.


Powyzsze stwierdzenie swiadczy dobitnie, ze jestes ciagle na etapie
UNIFIKACYJNYM, to znaczy ciagle jeszcze wierzysz w istnienie ogolnych,
standardowych praw, dla wszystkich identycznych. A kiedy napotykasz na
roznice stanowisk - wprawia cie to w frustracje. Najlepiej jest zrezygnowac
z wszelkich prob UNIFIKACJI i pogodzic sie z mysla, ze kazdy z nas "nosi
swoj wlasny swiat" jak slimak swoj wlasny domek.


Nie do?ć, że
możliwa stawała się iluzoryczno?ć całego otaczaj cego ?wiata (solipsyzm),


Kto wierzy w iluzorycznosc swiata, podwaza egzystencje swojego swiata a
zatem i w sens wlasnego isntnienia. To chyba niebezpieczne.


I nie s dzę, by filozofia
zakończyła swoje "krwawe" żniwo. Kulminacj  tego procesu będzie chwila,
gdy
jaki? znany filozof będzie chciał spłodzić now  ksi żkę, ale nie zrobi
tego,
gdyż uzna, że nie ma sensu bawić się w językowe i pojęciowe konwencje oraz
tworzyć cokolwiek, gdy nie jest się pewnym, czy odbiorcy w ogóle istniej ,
czy istnieje autor planowanego dzieła i co to tak naprawdę znaczy istnieć.
mw


No no....toz to skrajny egzystencjalizm pesymistyczny. Moim zdaniem nalezy
budowac wlasny sytem wartosci (czyli zarazem swoj wlasny swiat) i nie
przejmowac sie zanadto teoriami UNIFIKACYJNYMI. Trzeba po prostu twardo
obstawac przy swoim. Wolna gra sil "rynkowych" obowiazuje rowniez na Rynku
Teorii Filozoficznych. Obserwuje ja na grupach dyskusyjnych.

Rinaldo

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Atom, Swiadomosc, Spoleczenstwo i Wszechswiat


 ledząć historię my li filozoficznej odnoszę nieodparte wrażenie, że
obserwuję dzieje stopniowej destrukcji obrazu rzeczywisto ci tworzonego
przez człowieka, przeplatane próbami zastąpienia starych konstrukcji
nowymi,
bez większego jednak powodzenia.


To zdanie swiadczy o twoim pesymizmie, ktory ma zrodlo gdzies w twoim
systemie wartosci. Ja odnosze zupelnie odwrotne wrazenie! Obserwuje dzieje
postepu i rozwoju swiadomosci ludzkiej oraz coraz ciekawsze koncepcje
rzeczywistosci, zmieniajace sie i dostosowane do danej epoki.


Filozofia próbowała i czasem jeszcze
próbuje dać ludziom odpowiedzi na pytania ostateczne: naturę wszech wiata,
istnienie boga itd.


Wydaje mi sie, ze istnieje kres tych pytan.


Gdy prze ledzimy jednak rozmaite szkoły filozoficzne,
zrodzi się pytanie: dlaczego tak wiele odpowiedzi na te same zagadnienia i
czy podważanie starych modeli rzeczywisto ci dla wprowadzenia nowych,
własnych, nie przyczynia się jedynie do postępującej erozji poczucia
możno ci ogarnięcia i opanowania chaosu  wiata.


Swiat wcale nie jest chotyczny. Jego obraz jest w duzej mierze zalezny od
naszego systemu wartosci, ktory zostal nam czesciowo zaszczepiony w chwili
urodzin przez genetyke, pozniej wychowanie, a w koncu wlasne ksztaltowanie.


I tu pojawia się problem: prawdopodobnie nie ma teorii
wymy lonej przez człowieka, której drugi nie byłby w stanie podważyć.


To jest oczywiste.


Różne
argumenty mogą wchodzić w grę, niemniej efektem będzie obalenie jakiej
teorii ludzkiego umysłu. W ferworze różnych sporów powstawało, owszem,
wiele
teorii i teoryjek, ale także coraz wyra niejszym stawał się fakt, że pewne
jest to, iż nic nie jest pewne.


Powyzsze stwierdzenie swiadczy dobitnie, ze jestes ciagle na etapie
UNIFIKACYJNYM, to znaczy ciagle jeszcze wierzysz w istnienie ogolnych,
standardowych praw, dla wszystkich identycznych. A kiedy napotykasz na
roznice stanowisk - wprawia cie to w frustracje. Najlepiej jest zrezygnowac
z wszelkich prob UNIFIKACJI i pogodzic sie z mysla, ze kazdy z nas "nosi
swoj wlasny swiat" jak slimak swoj wlasny domek.


Nie do ć, że
możliwa stawała się iluzoryczno ć całego otaczającego  wiata (solipsyzm),


Kto wierzy w iluzorycznosc swiata, podwaza egzystencje swojego swiata a
zatem i w sens wlasnego isntnienia. To chyba niebezpieczne.


I nie sądzę, by filozofia
zakończyła swoje "krwawe" żniwo. Kulminacją tego procesu będzie chwila,
gdy
jaki  znany filozof będzie chciał spłodzić nową książkę, ale nie zrobi
tego,
gdyż uzna, że nie ma sensu bawić się w językowe i pojęciowe konwencje oraz
tworzyć cokolwiek, gdy nie jest się pewnym, czy odbiorcy w ogóle istnieją,
czy istnieje autor planowanego dzieła i co to tak naprawdę znaczy istnieć.
mw


No no....toz to skrajny egzystencjalizm pesymistyczny. Moim zdaniem nalezy
budowac wlasny sytem wartosci (czyli zarazem swoj wlasny swiat) i nie
przejmowac sie zanadto teoriami UNIFIKACYJNYMI. Trzeba po prostu twardo
obstawac przy swoim. Wolna gra sil "rynkowych" obowiazuje rowniez na Rynku
Teorii Filozoficznych. Obserwuje ja na grupach dyskusyjnych.

Rinaldo

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Filozficzne znaczenie Internetu.
dzark napisał:


Interesuje mnie jak Internet czyli przede wszystkim mozliwosc szybkiej
wymiany informacji mysli moze wplynac na sposob uprawiania filozofii .
Czy ktos ma ten temat jakies przemyslenia?


Bazując na własnych obserwacjach, stosując metaforykę przestrzenną, mogę
pokusić się o stwierdzenie, że internet skłania do poszerzania zakresu
poruszanej problematyki, ale zarazem do jej spłycania.

W chwili obecnej ludzie jednym postem, w kilku zdanich odpowiadają na
zagadnienia,
rozważenie których zajmowało kiedyś całe życie ludzkie, angażowało w
wieloletnie spory szkoły filozoficzne itp. Tematy zmieniają się jak w
kalejdoskopie, bo ludziom (niestety, muszę uogólniać) szybko nudzi się
drążenie jednego wątku. Mniej lub bardziej udane próby filozoficznej
refleksji są tu sprzężone z elementem rozrywki - gdy tego zabraknie, wątek
szybko ginie, ewentualnie zostaje wciągnięty w grono 2-3 osób.

Pobieżność, doraźność, powierzchowność królują w internecie. Zdarzają się
przypadki, gdy ktoś chce, by streścić mu w paru zdaniach myśl Hegla czy
Nietzschego. Ma to też ścisły związek z ubóstwem wiedzy przytłaczającej
większości osób biorących udział w dyskusjach filozoficznych. Bazowanie na
Tatarkiewiczu i biblii, jako głównych źródłach filozoficznej edukacji, nie
jest rzadkością.

Część osób przyznaje, że filozoficznych pozycji w ogóle nie czytuje, ale
przychodzi tu, by samodzielnie snuć własne rozważania, które na tle
filozoficznego dorobku wypadają gorzej niż źle - są banalne, wtórne,
nieprzemyślane, nieodporne na kontrargumenty.

Nie zmienia to faktu, że przy ogólnym wzroście tempa życia internet może
zaspokajać pewne filozoficzne potrzeby ludzi i robić to na masową skalę, co
jednak fatalnie odbija się na jakości głoszonych poglądów.


Bardziej szczegolowe pytania ktore moznaby tu zadac to:
-czy beda powstawac teorie wypracowane wspolnym wysilkiem wielu
uzytkownikow, tak ze nie sposob bedzie komus przypisac autorstwo danej
mysli, systemu, analizy ?


Nie chcę zbyt daleko wybiegać w przyszłość, ale skupić się na tym, co
aktualnie obserwuję w sieci.

Dotychczas w żadnej z choćby ocierających się o filozofię grup dyskusyjnych
nie spotkałem się ze zgodną próbą wspólnego wypracowania jakiejś teorii.
To, co widzę, to raczej wielokrotne powtarzanie przez różnych ludzi
rozmaitych myśli, poglądów, systemów, wypracowanych przez tysiące lat (nie
twierdzę, że sam jestem od tego wolny). Sieć
jest, z mojej perspektywy, miejscem ścierania się poglądów przeciwnych i
zbliżania się ludzi o poglądach podobnych. Nie widzę tu tworzenia
jakościowo nowych teorii, lecz procesy jednoczenia się wokół zbliżonych
poglądów. Abstrahując od faktu, że mówienie w XXI wieku o stworzeniu
jakościowo nowego, oryginalnego systemu filozoficznego wydaje się co
najmniej dziwne, a zarazem analizując procesy cały czas zachodzące w sieci,
nie widzę internetu w roli "kuźni" nowych koncepcji, lecz w roli miejsca
artykulacji poglądów znanych i punktu kontaktowego ludzi o pokrewnych
zainteresowaniach.


- czy dominujaca metafora widzenia swiata nie stanie sie w ten sposob
metafora Sieci?


Znowu powstrzymując się od "proroctw" - metaforyka sieci (jako systemu
powiązań) powstała już w latach 60-tych, razem z teorią systemów. Zatem
mówienie o świecie jako sieci (tym razem - komputerowej) nie będzie żadną
rewolucją.


- czy upadna teorie absolutne i dominowac  bedzie multiznaczeniowosc?


O upadku trudno mówić. Można mówić o zmniejszeniu znaczenia teorii
absolutnych, co już nastąpiło.


 czy tez przeciwnie nastapi niespotykana w historii mysli synteza i
bedzie w ostatecznym rachunku wreszcia jedna unifikujaca teoria
widzenia swiata?


Musiałbym wyjąć swoją talię kart Tarota ;-)


To tylko kilka z pytan, ktore mozna zadac - niewatpliwie Internet
dopiero zaczyna byc podstawowym narzedziem widzenia swiata.


I przy obecnych kosztach połączenia długo będzie "zaczynał" :-)

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Filozficzne znaczenie Internetu.
Użytkownik MWilon <mwi@skrzynka.plw wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:9c5ku3$5a@news.tpi.pl...


dzark napisał:
W chwili obecnej ludzie jednym postem, w kilku zdanich odpowiadają na
zagadnienia,
rozważenie których zajmowało kiedyś całe życie ludzkie, angażowało w
wieloletnie spory szkoły filozoficzne itp. Tematy zmieniają się jak w
kalejdoskopie, bo ludziom (niestety, muszę uogólniać) szybko nudzi się
drążenie jednego wątku. Mniej lub bardziej udane próby filozoficznej
refleksji są tu sprzężone z elementem rozrywki - gdy tego zabraknie, wątek
szybko ginie, ewentualnie zostaje wciągnięty w grono 2-3 osób.


MWilonie, myslisz sie w zupelnosci. I teraz jest mnostwo takich, ktorzy sie
dlugo zastanawiaja i glupich pytan nie zadaja. I dodam jeszcze, ze kiedys
tez pelno bylo takich co to na skomplikowane pytanie, odpowiadali jednym
zdaniem majac pelne przekonanie, ze to co mowia jest oczywiste. I kiedys tez
tematy zmieniali, bo ludzie w wiekszosci szybko sie nudza skomplikowanymi
problemami. Wola rozwiazania literackie, basniowe niz systematyczne,
"naukowe".

Internet niczego w tej kwestii nie zmienia. O ile siec ma wplyw na rozwoj
spoleczenstw, to na rostrzyganie problemow moze miec wplyw jeno posredni i
nieznaczacy.

Poza tym zauwaz, ze Internet to nadal dosyc ograniczone spolecznie dobro.
Przynajmniej w Polsce.


Pobieżność, doraźność, powierzchowność królują w internecie. Zdarzają się
przypadki, gdy ktoś chce, by streścić mu w paru zdaniach myśl Hegla czy
Nietzschego. Ma to też ścisły związek z ubóstwem wiedzy przytłaczającej
większości osób biorących udział w dyskusjach filozoficznych. Bazowanie na
Tatarkiewiczu i biblii, jako głównych źródłach filozoficznej edukacji, nie
jest rzadkością.


I znowu sie mylisz. Gdyby tylko ludzie zechcieli korzystac z tego
Tatarkiewicza, to byloby bardzo dobrze. Powierzchownosc, to przeczytanie
jednej ksiazki i przedstawienie jej jako uniwersalnego rozwiazania. Lektura
Tatarkiewicza daje potezny horyzont, a moze lepiej - fundament. Zwroc uwage:
fundament, narzedzie pomocnicze do filozofowania, a nie filozofie. Nie
spotkalem tu nikogo - chyba ze do mnie pijesz i do mojego sporu z
Kartylosem - kto by sie na Tatarkiewicza powolal. I zaluje ogromnie. Bo
zyskalby ogromnie poziom dyskusji, gdyby ktos czasem, zamiast odpisywac byle
co zajrzal najpierw do Tatarkieiwcza.

Swoja droga, czy znasz lepsza kompletna historie filozofii polskiego autora?
A zagranicznego? Kazdemu ktorego wymienisz mozna postawic te same zarzuty co
Tatarkiewiczowi - powierzchownosc, upraszczanie itp, itd. Ale zwroc uwage,
ze dziela tego typu to nie monografie.


Część osób przyznaje, że filozoficznych pozycji w ogóle nie czytuje, ale
przychodzi tu, by samodzielnie snuć własne rozważania, które na tle
filozoficznego dorobku wypadają gorzej niż źle - są banalne, wtórne,
nieprzemyślane, nieodporne na kontrargumenty.


O tak, to duzy problem. Sa tacy, ktorzy twierdza, ze lektura minionych
filozofow jest zbyteczna. A ciekawe rowniez, ze bardzo rzadko spotkac mozna
dyskutanta, ktory wsparlby wlasne poglady jakas konkretna lektura z
odeslaniem do autora, dziela, strony.


Nie zmienia to faktu, że przy ogólnym wzroście tempa życia internet może
zaspokajać pewne filozoficzne potrzeby ludzi i robić to na masową skalę,
co
jednak fatalnie odbija się na jakości głoszonych poglądów.


Potrzeby filozoficzne ludzi ograniczaja sie do "myslenia magicznego", a
Internet tylko w tym pomaga. Przynajmniej 90% zawartości Internetu to
mizeria straszna.


Dotychczas w żadnej z choćby ocierających się o filozofię grup
dyskusyjnych
nie spotkałem się ze zgodną próbą wspólnego wypracowania jakiejś teorii.


Jesli to powaznie, to jestes utopista...


To, co widzę, to raczej wielokrotne powtarzanie przez różnych ludzi
rozmaitych myśli, poglądów, systemów, wypracowanych przez tysiące lat (nie
twierdzę, że sam jestem od tego wolny). Sieć


O sam to mowisz. Gdyby czytano Tatarkiewicza, to by sie wystrzegano banalu i
powtorzenia.


zjawisk. Nie można też zapominać o kryzysie w obrębie samej filozofii, co
musi rzutować na dyskusje prowadzone w internecie. Internet nie jest
przyczyną, ale odbiciem pewnych szerszych tendencji.


O to ciekawe, co masz na mysli piszac "kryzys w obrebie samej filozofii"?

rafal

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: żydzi starszymi braćmi w wierze chrześcijan?
Nie przesadzaj co do Hellenizmu...
To wlasnie za sprawa Homera powstawaly nowe swiatynie, budowane przez
arystokracje, oligarchow, krolow, ktorym te nowe wizerunki wpelni odpowiadaly.
Przeciez poczatkowo nie bylo jednej scislej wersji powstania swiata ani
wyobrazen o bogach, w kazdym miescie mieli swoje wlasne mity i wlasnych bogow,
za sprawa Homera, a pozniej Hezjoda, ktory dalej rozwinal temat, bogowie byli
juz ogolnogreccy, a nie lokalni. Mialo na to wplyw poczucie wspolnoty Grekow,
gdyz podczas Wielkiej Kolonizacji napotkali wiele roznych innych cywilizacji,
narodow o odmiennej kulturze...

Pierwsze szkoly filozoficzne powstaly w miastach jonskich na wschodnich
wybrzezach morza egejskiego poniewaz stykaly sie z panstwami orientalnymi.
Tales z Miletu (ok. 620 - ok. 540 p.n.e.), Anaksymenes z Miletu (585-525
p.n.e.), Anaksymander z Miletu (610-547 p.n.e.), ich dociekania dotyczyly
powstania swiata, czyli tak lub inaczej byly zwiazane z religia, zreszta cala
filozofia jonska poruszala ten temat. Dopiero pozniej po podbojach Persow,
zdobyciu Miletu, Ateny byly glownym centrum kultury i filozofii jonskiej.

Co do monoteizmu, pierwszy byl Ksenofanes z Kolofonu (ok. 575-480 p.n.e.),
ktory ostro krytykowal Homera, jak rowniez caly politeizm.

>Powtarzam więc po raz kolejny, nie przywołuj Homera do dyskusji o religiach z
>I w.ne.

Nie zgadzam sie ani co do czasu napisania st. Testamentu, ani kultury greckiej
i hellenistycznej, stad przywiazuje duza wage do porownania Gecji z okresu
Homera i Hezjoda i przed nimi...

>Błędnie wkładasz Kybele, Mitrę, orfików do jednego worka. Przecież kulty te
>dzielą wieki! Nadto orficy nie są sektą orientalną, ale kwintesencją greckości,
>która wywarła dominujący wpływ na późniejszą ewolucję religii greckiej.

Nie mowilem, ze sa sekta orientalna, lecz monoteistyczna, troche nawiazujaca do
pierwotnych, tradycyjnych wierzen.

>Zaś Kybele i Mitrę Helleni po prostu uznali za kolejne objawienia znanych im
>bogów, czyli za Herę i Apollona.

Kybele utozsamiano z Reja, co do Apollina to sie zgodze, ale chodzilo mi przede
wszystkim o zupelna utrate pierwotnych korzennych tradycji, wplywach przede
wszystkim panstw orientalnych, ktore czesto mialy bogatsze (o 2 tysiaclecia)
tradycje, na Grekow i Macedonczykow, mniej na odwrot.

> Zważ te, że Grecy nigdy nie usprawiedliwiali względami religijnymi podbojów,
> ani mordowania kobiet i dzieci, co czytamy w St. Testamencie.

Ze starszych - Illiada Homera (geneza byla skarga matki ziemi na przeludnienie),
Co do poczatkow Hellenizmu (Wyprawy Aleksandra Wielkiego), to przeciez hasla
gloszone przez niego i Arystotelesa byly takie, ze barbarzyncy sa stworzeni do
niewoli, zeby sluzyc Grekom i Macedonczykom i tak to wlasnie bylo...

> Mylnie tez przyjmujesz, że w czsach Chrystusa i później hellenizm wegetował.
> Nie, źródła mówią wyraźnie, że był on traktowany najzupełniej serio przez
> mieszkańców Imperium.

Chodzi o upadek gospodarczy i kulturowy Grecji i Macedonii w II wpne, pozniej w
reszcie panstw hellenistycnego wschodu (w duzej mierze z powodu ciaglych,
bardzo kosztownych wojen miedzy Seleucydami i Lagidami o Fenicje i Palestyne,
powstaniami ludnosci rodzimej, wreszcie powstaniami Grekow...)

Dobra, dzis juz nie mam czasu, jeszcze tu wpadne...
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: żydzi starszymi braćmi w wierze chrześcijan?
nawet Homer i Hezjod ...
Ave,
no dobrze - wskaż co wg Ciebie u Homera i Hezjoda, wskazuje, że bogowie grccy
byli tak okrutni jak Jahwe?
T.


kontrkultura napisał:

> To wlasnie za sprawa Homera powstawaly nowe swiatynie, budowane przez
> arystokracje, oligarchow, krolow, ktorym te nowe wizerunki wpelni
odpowiadaly.
> Przeciez poczatkowo nie bylo jednej scislej wersji powstania swiata ani
> wyobrazen o bogach, w kazdym miescie mieli swoje wlasne mity i wlasnych
bogow,
> za sprawa Homera, a pozniej Hezjoda, ktory dalej rozwinal temat, bogowie byli
> juz ogolnogreccy, a nie lokalni. Mialo na to wplyw poczucie wspolnoty Grekow,
> gdyz podczas Wielkiej Kolonizacji napotkali wiele roznych innych cywilizacji,
> narodow o odmiennej kulturze...
>
> Pierwsze szkoly filozoficzne powstaly w miastach jonskich na wschodnich
> wybrzezach morza egejskiego poniewaz stykaly sie z panstwami orientalnymi.
> Tales z Miletu (ok. 620 - ok. 540 p.n.e.), Anaksymenes z Miletu (585-525
> p.n.e.), Anaksymander z Miletu (610-547 p.n.e.), ich dociekania dotyczyly
> powstania swiata, czyli tak lub inaczej byly zwiazane z religia, zreszta cala
> filozofia jonska poruszala ten temat. Dopiero pozniej po podbojach Persow,
> zdobyciu Miletu, Ateny byly glownym centrum kultury i filozofii jonskiej.
>
> Co do monoteizmu, pierwszy byl Ksenofanes z Kolofonu (ok. 575-480 p.n.e.),
> ktory ostro krytykowal Homera, jak rowniez caly politeizm.
>
> >Powtarzam więc po raz kolejny, nie przywołuj Homera do dyskusji o religiach
> z
> >I w.ne.
>
> Nie zgadzam sie ani co do czasu napisania st. Testamentu, ani kultury
greckiej
> i hellenistycznej, stad przywiazuje duza wage do porownania Gecji z okresu
> Homera i Hezjoda i przed nimi...
>
> >Błędnie wkładasz Kybele, Mitrę, orfików do jednego worka. Przecież kulty te
>
> >dzielą wieki! Nadto orficy nie są sektą orientalną, ale kwintesencją grecko
> ści,
> >która wywarła dominujący wpływ na późniejszą ewolucję religii greckiej.
>
> Nie mowilem, ze sa sekta orientalna, lecz monoteistyczna, troche nawiazujaca
do
>
> pierwotnych, tradycyjnych wierzen.
>
> >Zaś Kybele i Mitrę Helleni po prostu uznali za kolejne objawienia znanych i
> m
> >bogów, czyli za Herę i Apollona.
>
> Kybele utozsamiano z Reja, co do Apollina to sie zgodze, ale chodzilo mi
przede
>
> wszystkim o zupelna utrate pierwotnych korzennych tradycji, wplywach przede
> wszystkim panstw orientalnych, ktore czesto mialy bogatsze (o 2 tysiaclecia)
> tradycje, na Grekow i Macedonczykow, mniej na odwrot.
>
> > Zważ te, że Grecy nigdy nie usprawiedliwiali względami religijnymi podbojó
> w,
> > ani mordowania kobiet i dzieci, co czytamy w St. Testamencie.
>
> Ze starszych - Illiada Homera (geneza byla skarga matki ziemi na
przeludnienie)
> ,
> Co do poczatkow Hellenizmu (Wyprawy Aleksandra Wielkiego), to przeciez hasla
> gloszone przez niego i Arystotelesa byly takie, ze barbarzyncy sa stworzeni
do
> niewoli, zeby sluzyc Grekom i Macedonczykom i tak to wlasnie bylo...
>
> > Mylnie tez przyjmujesz, że w czsach Chrystusa i później hellenizm wegetowa
> ł.
> > Nie, źródła mówią wyraźnie, że był on traktowany najzupełniej serio przez
> > mieszkańców Imperium.
>
> Chodzi o upadek gospodarczy i kulturowy Grecji i Macedonii w II wpne, pozniej
w
>
> reszcie panstw hellenistycnego wschodu (w duzej mierze z powodu ciaglych,
> bardzo kosztownych wojen miedzy Seleucydami i Lagidami o Fenicje i Palestyne,
> powstaniami ludnosci rodzimej, wreszcie powstaniami Grekow...)
>
> Dobra, dzis juz nie mam czasu, jeszcze tu wpadne...
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Szkoło, zobacz swe dno
Juz sie tak z filozofii nie naigrywajcie. Filozofia miala i ma
zastosowanie w naukach scislych i matematyce. Niestety, wielu
fizykom i matematykom nie przychodzi do glowy jak czesto po
pierwsze sami stosuja sie do metodologii wypracowanej przez
filozofow, a po drugie jak wiele idei narodzilo sie z rozwazan
filozoficznych. Aby nie byc goloslowna: W metodologii - sami
sobie odpowiedzcie na pytanie czy teorie fizyczne sa prawdziwe
(a moze tylko matematyczne sa takie, bo fizyczne pracuja tylko
w pewnych zakresach, a w matematyce nie ma "zdania prawdziwego
nie zawsze"?), czy teorie mozna ostatecznie potwierdzic (a moze
tylko obalic - sfalsyfikowac), jak sie ma przewidywalnosc w
teoriach statystycznych (pojedyncze zdarzenie jest
nieprzewidywalne), jak przeprowadzac eksperyment (jeden pomiar
wystarczy? Skad to wiadomo?) itp. Matematyka: spor Hilberta o
aksjomatyke algebry, twierdzenie Goedla, aksjomatyka teorii
zbiorow, poczytajcie Penrosa i jego "Matematyke jako odkrywanie
bytow platonskich" (Np. "Nowy umysl cesarza"); fizyka: teoria
wzglednosci (tak! Einstein sam przyznaje, ze do tej teorii
doprowadzily go rozwazania typu: "co to znaczy rownoczesny",
jak mierzyc odleglosc" itp., matematyka byla pozniej), spor
szkoly Kopenhaskiej o mechanike kwantowa (problem tego jak
rozumiec funkcje falowa Schroedingera do tej pory nie jest
rozstrzygniety (czy jest to tylko narzedzie, czy opis realnego
swiata)), co to jest redukcja funkcji falowej i splatanie
kwantowe itp. Wszystko mialo zrodlo w konkretnych problemach
filozoficznych (albo poprzez odkrycie konkretnych zjawisk
stworzylo problemy natury filozoficznej); zainteresowanyc
odsylam do literatury na temat filozofii nauki. Pozdrawiam. Ada
(PhD - Philosophy Doctor wiec FIZYK z UW (spec. Cialo Stale)).

PS:
Oczywiscie, w filozofii jest miejsce na wiele wiecej
szarlatanerii niz w naukach scislych (falsyfikowlanosc teorii
filozoficznych to ciekawy temat na doktorat!), patrz linki
podane przez Pan Talon: www.mari.neostrada.pl/idio.htm i
www.physics.nyu.edu/faculty/sokal/ ale mimo to filozofia JEST
uzyteczna.

PS2: (do pana Hartmana)
niestety moj wywod potwierdza tylko teze, ze filozofii nie da
sie uczyc w szkole, bo nie ma nauczycieli, ktorzy by to objeli
rozumem (sama nie mam pojecia o filozofii innych nauk niz
przyrodniczych). Po prostu to nauczyciele fizyki, matematyki,
biologii powinni byc w tam sami biegli i czasem powiedziec
DLACZEGO i PO CO sie tym ludzie zajowali, jakie stawiali
pytania. Inaczej nauczanie filozofii skonczy sie na pamieciowce
o datach urodzin, albo co kto powiedzial i nie bedzie z tego
zadnego pozytku, niestety... Jestem przeciwna filozofii w
szkole, bo to nie ma sensu w oderwaniu od innych nauk. A w
szczegolnosci kosztem matmy, fizy, chemi lub bioli.
Zreformowac - tak, przyklasne, ale ograniczyc, dodac nowy
przedmiot - nie.
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Szkoło, zobacz swe dno
Do przyjaciol fizykow. Filozofia jest cool!
Juz sie tak z filozofii nie naigrywajcie. Filozofia miala i ma
zastosowanie w naukach scislych i matematyce. Niestety, wielu
fizykom i matematykom nie przychodzi do glowy jak czesto po
pierwsze sami stosuja sie do metodologii wypracowanej przez
filozofow, a po drugie jak wiele idei narodzilo sie z rozwazan
filozoficznych. Aby nie byc goloslowna: W metodologii - sami
sobie odpowiedzcie na pytanie czy teorie fizyczne sa prawdziwe
(a moze tylko matematyczne sa takie, bo fizyczne pracuja tylko
w pewnych zakresach, a w matematyce nie ma "zdania prawdziwego
nie zawsze"?), czy teorie mozna ostatecznie potwierdzic (a moze
tylko obalic - sfalsyfikowac), jak sie ma przewidywalnosc w
teoriach statystycznych (pojedyncze zdarzenie jest
nieprzewidywalne), jak przeprowadzac eksperyment (jeden pomiar
wystarczy? Skad to wiadomo?) itp. Matematyka: spor Hilberta o
aksjomatyke algebry, twierdzenie Goedla, aksjomatyka teorii
zbiorow, poczytajcie Penrosa i jego "Matematyke jako odkrywanie
bytow platonskich" (Np. "Nowy umysl cesarza"); fizyka: teoria
wzglednosci (tak! Einstein sam przyznaje, ze do tej teorii
doprowadzily go rozwazania typu: "co to znaczy rownoczesny",
jak mierzyc odleglosc" itp., matematyka byla pozniej), spor
szkoly Kopenhaskiej o mechanike kwantowa (problem tego jak
rozumiec funkcje falowa Schroedingera do tej pory nie jest
rozstrzygniety (czy jest to tylko narzedzie, czy opis realnego
swiata)), co to jest redukcja funkcji falowej i splatanie
kwantowe itp. Wszystko mialo zrodlo w konkretnych problemach
filozoficznych (albo poprzez odkrycie konkretnych zjawisk
stworzylo problemy natury filozoficznej); zainteresowanyc
odsylam do literatury na temat filozofii nauki. Pozdrawiam. Ada
(PhD - Philosophy Doctor wiec FIZYK z UW (spec. Cialo Stale)).

PS:
Oczywiscie, w filozofii jest miejsce na wiele wiecej
szarlatanerii niz w naukach scislych (falsyfikowlanosc teorii
filozoficznych to ciekawy temat na doktorat!), patrz linki
podane przez Pan Talon: www.mari.neostrada.pl/idio.htm i
www.physics.nyu.edu/faculty/sokal/ ale mimo to filozofia JEST
uzyteczna.

PS2: (do pana Hartmana)
niestety moj wywod potwierdza tylko teze, ze filozofii nie da
sie uczyc w szkole, bo nie ma nauczycieli, ktorzy by to objeli
rozumem (sama nie mam pojecia o filozofii innych nauk niz
przyrodniczych). Po prostu to nauczyciele fizyki, matematyki,
biologii powinni byc w tam sami biegli i czasem powiedziec
DLACZEGO i PO CO sie tym ludzie zajowali, jakie stawiali
pytania. Inaczej nauczanie filozofii skonczy sie na pamieciowce
o datach urodzin, albo co kto powiedzial i nie bedzie z tego
zadnego pozytku, niestety... Jestem przeciwna filozofii w
szkole, bo to nie ma sensu w oderwaniu od innych nauk. A w
szczegolnosci kosztem matmy, fizy, chemi lub bioli.
Zreformowac - tak, przyklasne, ale ograniczyc, dodac nowy
przedmiot - nie. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt...
Sprawa jest tak złożona, że rozłożenie jej wydaje się niemożliwe.
W pańskim przypadku erudycja filozoficzna nie równoważy np. braku znajomości realiów. Wspomnienia nastolatka nie są dostateczną podstawą do uogólnień, ani też do badań szczegółowych, w których należałoby brać pod uwagę motywacje (złożone i zmienne) nie tylko oprawców, ale i ofiar - kogo by się nie brało pod uwagę w tych rolach (oprawcą był donosiciel, lecz jego opiekun był i dla niego przeważnie postrachem - tak ten system terroru działał). Pan tego nie czuje, podobnie jak ja nie czuję, co to znaczy "oddech Syberii" na plecach. Ale znałem takich, którzy czuli i po pierwszych słowach dowcipu politycznego znikali z towarzystwa. Nie, żeby donosić, lecz żeby nie być w tej grupie, która się śmieje z władzy. Choć - kto wie - mogli i donosić. Człowiek zastraszony jest zdolny do wszystkiego. Nawet do mordu. Zatem rozpatrywanie zagadnienia w kategoriach estetycznych jest akademicką igraszką. A tu chodzi o sumienia i rację bytu: czy ludzie złamani mają prawo do życia godnego, czy nie. Wyważenie zaś, czy była w tym ich wina oraz ile tej winy, jeśli była, jest nie do przeprowadzenia. Choć mam świadomość, że wielu donosiło z własnej inicjatywy, bo taki mieli lub mają charakter. Nie uważając przy tym tego za coś haniebnego. Przeciwnie.
Jest przy tym wielce prawdopodobne, że dzisiaj też są tacy i wysługują się tym, którzy raz po raz ogłaszają jakieś insynuacje, które później są dementowane z braku dowodów. I też krzywdzą ludzi.
Gdybym tak dla przykładu (tego mechanizmu, nie żeby ktoś miał to brać serio czy nie daj boże naśladować) zaczął gmerać po teczkach niejakiego Wacka M. i znalazł, że rozmawiał on z przyjaciółmi zatrudnionymi w "firmie", lub nawet pisywał dla nich po koleżeńsku i w ramach świadomości obywatelskiej obszernie o zaletach niektórych swoich doktorantów i o tym, jak można te zalety spożytkować dla umocnienia władzy ludowej; najlepiej awansując ich jak najbardziej lege artis, poprzez pozytywne recenzje (można tu wiele ppomóc doktorantowi swoimi dojrzałymi uwagami, które pomogą mu we "własnych" odkryciach) i poprzez otwieranie im możliwości publikowania? Byłyby to oczywiście insynuacje, lecz i dobry hak dla kogoś, kto czyha na stanowisko czy pozycję wysoko cenionego dzisiaj w rankingach doktora hab.
A co do alternatywy religia albo filozofia w szkole, całkowicie się z panem zgadzam. No, może z mała poprawką, że logika jest tak integralną częścią filozofii na tym etapie filozoficznej formacji, że bym jej nie wyodrębniał, lecz uważam, że po prostu od niej zacząć należy naukę filozofii w gimnazjach. W liceach zaś dałbym możliwość wyboru: religioznawstwo (w żadnym zaś wypadku indoktrynacja konfesyjna jednego wyznania czy nawet czterech, ale za to ekumenicznie zjednoczonych w antyracjonalistycznym froncie) albo etyka (jako opisowa nauka o systemach moralnych wartości). Oczywiście, na religioznawstwie by się mówiło również i o kodeksach moralnych poszczególnych religii czy wyznań, na etyce zaś o podstawowych założeniach poszczególnych systemów wierzeniowych.
pozdrawiam Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: FILOZOFIA W SZKOŁACH - NARESZCIE!!!
Odnośnie nauczania filozofii w szkołach chciałbym zwrócić uwagę na systemy
filozoficzne, jakie powstały na Wschodzie. Jak pisze Ireneusz Kania w swojej,
wydanej przez ZNAK, książce pt."Ściezka nocy":
"Buddyzm nadal natrafia na trudności z przebiciem się nawet do świadomości
ludzi, którzy - zdawałoby się - koniecznie powinni coś wiedzieć o tej, bądź co
bądź, jednej z największych religii świata, moim zdaniem, filozoficznie
najgłębszej. A tymczasem w Europie filozofowie często nie mają zielonego
pojęcia o buddyzmie i o filozofii buddyjskiej czy - szerzej - o indyjskiej,
która jest jedyną poważną alternatywą dla myślenia zachodniego."

Poleciłbym z tego tematu wydaną właśnie książkę "Nieskończoność w jednej
dłoni" - to obszerny i wielowątkowy dialog pomiędzy amerykańskim astrofizykiem
Trin Xuan Thuanem (z pochodzenia Wietnamczyk, autor wydanej w Polsce "Ukrytej
melodii") a Matthieu Ricardem, mikrobiologiem, ale przede wszystkim buddyjskim
filozofem (w Polsce znana jest jego książka pt. "Mnich i filozof"). Książka
okazała się światowym bestsellerem (ang. tytuł "The Quantum and the Lotus").

Warto wspomnieć, że od "Tao fizyki" Capry książka ta różni się bardziej
rzetelnym podejściem do tematu. Mniej tutaj pochopnych opinii na temat związku
wschodniego mistycyzmu z zachodnią nauką, jakie Caprze przychodziły nadzwyczaj
łatwo. "Nieskończoność..." jest pod tym względem bardziej obiektywna i można
znaleźć w niej całkiem sporo interesującej polemiki oraz omówień różnych
interpretacji mechaniki kwantowej, zachodnich koncepcji filozoficznych,
zagadnienia sztucznej inteligencji, roli etyki w nauce, zależności pomiędzy
świadomością a mózgiem, idei dotyczących powstania Wszechświata, natury
rzeczywistości itp... z punktu widzenia buddyjskiego systemu filozoficznego
madhyamaka.

Można powiedzieć, że "Nieskończoność.." to nie tylko bardzo przystępnie
napisane wprowadzenie do tego systemu filozoficznego (a takiego do tej pory
brakowało na polskim tynku księgarskim), ale także ogólny zarys buddyjskiej
etyki związanej z tradycją Wielkiej Drogi (Mahayana), najpopularniejszym
obecnie nurtem myśli i praktyki buddyjskiej.

Fragmenty książki można znaleźć tutaj:

www.buddyzm.edu.pl/magazyn/17/cs17-07.htm
www.buddyzm.edu.pl/magazyn/17/cs17-06.htm
www.kos.com.pl/index.php?wiecej=124&pokazz=5

Pozdrawiam serdecznie,

Jarosław Wierny
CyberSangha
www.buddyzm.edu.pl Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Dlaczego Filozofia powinna być w szkołach: Les...
Systemy filozoficzne ze Wschodu
Odnośnie nauczania filozofii w szkołach chciałbym zwrócić uwagę
na systemy filozoficzne, jakie powstały na Wschodzie. Jak pisze
Ireneusz Kania w swojej, wydanej przez ZNAK, książce pt."Ściezka
nocy":

"Buddyzm nadal natrafia na trudności z przebiciem się nawet do
świadomości ludzi, którzy - zdawałoby się - koniecznie powinni
coś wiedzieć o tej, bądź co bądź, jednej z największych religii
świata, moim zdaniem, filozoficznie najgłębszej. A tymczasem w
Europie filozofowie często nie mają zielonego pojęcia o
buddyzmie i o filozofii buddyjskiej czy - szerzej - o
indyjskiej, która jest jedyną poważną alternatywą dla myślenia
zachodniego."


Poleciłbym z tego tematu wydaną właśnie książkę "Nieskończoność
w jednej dłoni" - to obszerny i wielowątkowy dialog pomiędzy
amerykańskim astrofizykiem Trin Xuan Thuanem (z pochodzenia
Wietnamczyk, autor wydanej w Polsce "Ukrytej melodii") a
Matthieu Ricardem, mikrobiologiem, ale przede wszystkim
buddyjskim filozofem (w Polsce znana jest jego książka
pt. "Mnich i filozof"). Książka okazała się światowym
bestsellerem (ang. tytuł "The Quantum and the Lotus").

Warto wspomnieć, że od "Tao fizyki" Capry książka ta różni się
bardziej rzetelnym podejściem do tematu. Mniej tutaj pochopnych
opinii na temat związku wschodniego mistycyzmu z zachodnią
nauką, jakie Caprze przychodziły nadzwyczaj
łatwo. "Nieskończoność..." jest pod tym względem bardziej
obiektywna i można znaleźć w niej całkiem sporo interesującej
polemiki oraz omówień różnych interpretacji mechaniki kwantowej,
zachodnich koncepcji filozoficznych, zagadnienia sztucznej
inteligencji, roli etyki w nauce, zależności pomiędzy
świadomością a mózgiem, idei dotyczących powstania Wszechświata,
natury rzeczywistości itp... z punktu widzenia buddyjskiego
systemu filozoficznego madhyamaka.

Można powiedzieć, że "Nieskończoność.." to nie tylko bardzo
przystępnie napisane wprowadzenie do tego systemu filozoficznego
(a takiego do tej pory brakowało na polskim tynku księgarskim),
ale także ogólny zarys buddyjskiej etyki związanej z tradycją
Wielkiej Drogi (Mahayana), najpopularniejszym obecnie nurtem
myśli i praktyki buddyjskiej.


Fragmenty książki można znaleźć tutaj:

www.buddyzm.edu.pl/magazyn/17/cs17-07.htm
www.buddyzm.edu.pl/magazyn/17/cs17-06.htm
www.kos.com.pl/index.php?wiecej=124&pokazz=5

Pozdrawiam serdecznie,

Jarosław Wierny
CyberSangha
www.buddyzm.edu.pl Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Kiedy matura z filozofii?
Myślę, że sprawa formalna "filozofia na maturze" jest w końcu drugorzędna. Jak
każda formalność daje się łatwo skorygować. Jedno rozporządzenie ministra i
już. Zwłaszcza że istotnie ten taniec na maturze o czymś świadczy. Może jest on
namiastką zdawania wuefu? Pomnikiem pani minister Łybackiej?
Znacznie wazniejsza jest sprawa statusu merytorycznego, inaczej pozycji
filozofii nadobowiązkowej w szkole. Uważam, że jest on funkcją dwu
okoliczności: filozoficznej kultury zespołu nauczycielskiego oraz - w
szczególności - poziomu i talentu nauczyciela filozofii. Dokładnie tak samo,
jak w przypadku każdego innego przedmiotu nieobowiązkowego, który musi
ustępować pierwszeństwa obowiązkowym, a zwłaszcza przymusowym.
Nie mówię, że filozofia powinna być obowiązkowa. nawet w takim sensie, jak
obowiązkową jest w dziewięćdziesięciu kilku średnio procentach (ze względów
obyczajowych) nieobowiązkowa religia. Lecz powiadam (zaprawdę!), że
wartościowanie przedmiotów jest absurdem. Tak samo narzucanie, a zwłaszcza
przymuszanie do nauki (jakiejkolwiek).
Konkludując. To się zmieni. Moje dziecko uczyło się Mickiewicza na pamięć 20x
tyle, co oczekiwał polonista, bo kochało tę poezję (i nie tylko to). Inna
sprawa, że ktoś rozbudził wpierw zainteresowanie, potem wrażliwość na pewnego
rodzaju wartości, skąd się bierze sympatia. Tak samo jest zarówno z matematyką
jak i z Chopinem.
A jak kierownictwo szkoły tego (jeszcze) nie rozumie, to przecież jest rada
rodziców, w której zapewne zasiadają najświatlejsi z nich (właśnie po to, by
dzieci uczyły się z własnej chęci i z lubością).
Ktoś na forum dotyczącym filozofii w szkole napisał, że filozofii - tej
właściwej i potrzebnej każdemu - uczy się na dowolnym przedmiocie i nie ma
potrzeby wyodrębniania jej, mnożenia bytów i bezrobotnych magistrów. Lecz
przecież można tak samo powiedzieć, że czytania i pisania, a także poprawnego
wysławiania się i rozumienia tekstu pisanego uczy się równie dobrze na każdym
innym przedmiocie - po co zatem komu odrębny język polski? Wszak jesteśmy w
większości Polakami! Co innego język obcy! To samo dotyczy historii itd. Jest
tyle ciekawych książek historycznych! A może chodzi o historyczną indoktrynację
i do tego jest konieczny odrębny przedmiot "historia"? Przecież i tak nie ma
zgody, dajmy na to, co do roli Wałęsy, Walentynowicz, Wachowskiego,
Kaczyńskich, Kuklińskiego, Kiszczaka itd., chociaż niby to działali na naszych
oczach.
A zatem: maturę z filozofii powinni najpierw zdać rodzice, wymuszając na
władzach (wybieralnych) taki system szkolny, żeby ich dzieci wracały ze szkoły
z dumą bądź z wypiekami na twarzach z tej racji, że osiągnęły postęp w wiedzy i
dobroci; z własnej woli oraz z pomocą światłych przewodników rozwoju
intelektualnego i kulturalnego (a w tym zarówno muzycznego i tanecznego, jak i
moralnego) samodoskonalenia. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Buddyzm i sanga Olego w Polsce
Och tak ! Twoj bystry intelekt wzorowo wykryl ow zwiazek.

Tylko skad u Ciebie owo skojarzenie tak przyziemne i cielesne ? Czyzby do
naszego dyskursu na niniejszej szlachetnej liscie "Buddyzm" wkradlo sie zbyt
wiele tresci zbieznych ze sfera czakry drugiej ?

Zaczerpnalem to sformulowanie z:

[Patrz: www.wuj.pl/index.php?DID=0x001701000300010000000000000004a4#down ]

Filozofia Wschodu

Red. Beata Szymańska

seria: Filozofia - podręczniki

ISBN 83-233-1487-X, 2001, format B5, s. 380, oprawa miękka

cena katalogowa 35.00 PLN cena z rabatem 33.25 PLN dodaj do koszyka

# Spis treści
# Fragment książki
# Recenzje
Jest to pierwszy autorski podręcznik filozofii Wschodu, stanowiący na polskim
rynku absolutną nowość. Książka jest próbą wprowadzenia w najważniejsze problemy
filozoficzne, a choć są to zagadnienia często bardzo trudne, przedstawia ona w
sposób możliwie przystępny różnorodne szkoły i kierunki myśli filozoficznej
Indii, Chin, a także Tybetu i Japonii, pozwalając czytelnikowi na zorientowanie
się w całym zakresie różnorodnych pytań, problemów i ich rozwiązań. Jest to więc
zarazem w najlepszym rozumieniu popularyzacja filozoficznej myśli Wschodu, jak i
– dzięki temu, iż poszczególne zagadnienia zostały opracowane przez
kompetentnych znawców tych problemów – podręcznik systematyzujący zagadnienia i
pozwalający w skrótowy, ale nie upraszczający sposób „zrozumieć Wschód”. Zawarta
w książce bibliografia może także ułatwić bardziej samodzielne poszukiwania tym
czytelnikom, którzy – zafascynowani bogactwem myśli Wschodu – zechcą poszerzyć
swoją wiedzę o bardziej specjalistyczną literaturę.
napisz opinię o książce
wybrane opinie o książce
osoby które kupiły tą książkę kupiły również
Spis treści
I. Początki przedsystemowej myśli bramińskiej w Indiach
Filozofia Indii – kilka uwag wstępnych

II. Bramińskie szkoły filozoficzne
Podstawy filozofii sankhji
Elementy filozofii jogi
Szkoła epistemologiczna i filozofia przyrody
Mimansa
Wedanta

III. System Dżinizmu
Dżinizm i filozofia dżinijska

IV. Szkoły buddyjskie
1. Buddyzm w Indiach
Buddyzm pierwotny
Wczesne szkoły buddyjskie. Abhidharma
Filozoficzne szkoły buddyzmu mahajany – madhjamaka i jogaczara
2. Buddyzm w Chinach
Buddyzm szkół chińskich
Buddyzm chan
Buddyzm w Japonii

V. Tantra
Tantra śiwaicka
Tantra buddyjska

VI. Filozofia Chin
Filozofia Chin. Uwagi wstępne
Taoizm
Konfucjanizm
Neokonfucjanizm

Pozdr.

J. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: buddyzm a hinduizm
galaxya napisał:

> Skoro nie mamy stałej duszy czy własnej stałej jaźni,
> to czy istnieje coś w nas co jest stałe?
>
Różnica pomiędzy jaźnią, duszą a buddyjskim rozumieniem strumienia świadomości
polega właśnie na tym, że strumień ów nie jest czymś niezmiennym. Jest to
raczej pewien proces, niż byt, którego tożsamość nie zależy od zewnętrznych
warunków i wewnętrznych przeżyć. Wg buddyzmu nie można znaleźć na linii czasu
żadnego początku tego procesu - trwa on od zawsze, chociaż przyjmując różne
poziomy odniesienia możemy wyróżnić w nim jakieś charakterystyczne etapy np.
powiązane z nim kolejne rodzaje form egzystencji.

Pytanie o to czy istnieje w nas coś stałego i niezmiennego, można z powodzeniem
rozszerzyć na wszelkie rodzaje zjawisk mentalnych i fizycznych. Różne
buddyjskie szkoły filozoficzne podchodzą do tego w różny sposób. Jeśli chcesz
poznać szczegóły tych podejść, to polecam książkę Tsultrima Giamtso
Rinpocze "Stopnie medytacji pustki":
www.marpa.pl/

Generalnie, w najbardziej popularnym systemie Środkowej Ścieżki (madhjamaka)
dochodzi się w wyniku analizy do wniosku, że żadne zjawisko nie istnieje
ostatecznie jako niezmienne, trwałe, autonomiczne, obdarzone własną
tożsamością. Naturą wszystkich zjawisk jest pustość (albo pustka, w sanskrycie
siunjata). Oznacza to, że zjawiska podlegają zmianom, są przemijające,
współzależne i nie posiadają OSTATECZNEJ, sobie tylko właściwej tożsamości,
lecz tożsamość względną, współokreślaną względem relacji z innymi zjawiskami.

Powiedzenie, że rzeczy są puste nie oznacza jednak nihilistycznej negacji
zjawisk jako takich. Madhjamaka nie zaprzecza ich istnieniu, wyjaśnia tylko, że
SPOSÓB ISTNIENIA (a właściwiej: przejawiania się) zjawisk jest inny, niż z
reguły się nam to wydaje. To system filozoficzny, którego zadaniem jest
rozprawienie się z naszym nawykowym, błędnym rozumieniem świata.

Niezmienna jest tylko owa ostateczna pusta natura zjawisk, ale o niej również
nie można powiedzieć, że jest czymś, jakimś bytem - jej istnienie także
charakteryzuje pustość, zatem wykracza ona poza dualizm "istnienia/nie
istnienia". Jeszcze dalej idą szkoła madhjamaki szentong oraz szkoła chińskiego
buddyzmu huajen. Więcej na ten temat w książkach:

www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=145
www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=789

Przydatna jest także "Nieskończoność w jednej dłoni":
www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=3

Jeszcze więcej na ten temat we własnych, osobistych próbach bezpośredniego
doświadczenia pustej natury zjawisk :-)


jw

=================================
CyberSangha - buddyzm w Polsce
www.buddyzm.edu.pl Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Czy Budda osiągnął Oświecenie?
Witaj Jarek,

> Wg madhyamaki to, co podlega powstawaniu i zanikaniu nie jest ostatecznie
> rzeczywiste. Realność tych nietrwałych zjawisk ma jedynie
> charakter "funkcjonalny", nie "ontologiczny"

to są bardzo subtelne tematy i dlatego niechciałbym zniekształcać tradycyjnego poglądu Theravaady reprezentowanego przez komentarze z Mahaavihary i przez Abhidhammików, dlatego zdam się na bardziej rozgarniętych odemnie.

Peter Harvey tak pisze o mahaayaanistycznej krytyce filozofii abhidharmy szkoły Sarvaastivaada:

"That is, seeing a dharma as an ultimate building block of reality, with an inherent nature of its 'own', is to hold that it can be identified without reference to other dharmas on which it depends. This implies that it can exist independently, making it a virtual self."

Ta krytyka właściwie zupełnie nie odnosi się do abhidhammy szkoły Theravaada, bo jak pisze (co już wcześniej przytaczałem):

"'They are dhammas because they uphold their own nature [sabhaava]. They are dhammas because they are upheld by conditions or they are upheld according to their own nature' (Asl.39). Here 'own-nature' would mean characteristic nature, which is not something inherent in a dhamma as a separate ultimate reality, but arise due to the supporting conditions both of other dhammas and previous occurrences of that dhamma. This is of significance as it makes the Mahayana critique of the Sarvastivadin's notion of own-nature largely irrelevant to the Theravada."

Ale co jeszcze ciekawsze, Nyanaponika Thera w swoim Abhidhamma Studies, przytacza fragment z pod-komentarza do Abhidhammy dotyczącego natury dhamm, w którym czytamy:

"There is no other thing than the quality borne by it." (na ca dhaariyamma-sabhaavaa an~n~o dhammo naama atthi)"

Co jak wnioskuję jest w jakimś stopniu zgodne z poglądem Madhyamaki (?).

I jeszcze fragment o tym czym dhammy są (nie są czymś w rodzaju starożytnego rozumienia atomu, ale sposobem mówienia o doświadczeniu):

"By arranging the mental factors in relational groups a subordinate synthetical element has been introduced into the mainly analytical Dhammasangani (pierwsza księga Abhidhammy). By so doing, the danger inherent in purely analytical methods is avoided. This danger consists in erroneously taking for genuine separate entities the 'parts' resulting from analysis, instead of restricting their use to sound practical method with the purpose of classifying and dissolving composite events wrongly conceived as unities. Up to the present time it has been a regular occurrence in the history of physics, metaphysics, and psychology that when the 'whole' has been successfully dissolved by analysis, the resultant 'parts' themselves come in turn to be regarded as little 'wholes'."

Co do poglądu szkoły Sautraantika to nie mam o nim zielonego pojęcia, więc ciężko mi się do niego odnieść, możliwe całkiem, że różnice są subtelne. Chociaż jak widać pomiędzy filozofią szkoły Sarvaastivaada a Theravaada jest znaczna różnica.

pk

pk Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Rozmowa z rektorem Uniwersytetu Mikołaja Kopern...
wyjasnienie trudnego slowa akademia dla Pana Rektora
widok strony
znajdź podobne
pokaż powiązane


Akademia,

1) Instytucja bądź towarzystwo, nawiązujące nazwą i tradycją do
Akademii Platońskiej, które zrzesza wybitnych uczonych lub
artystów, w celu kierowania rozwojem nauk i sztuk, poprzez
działalność inicjującą i popierającą badania naukowe, tworzenie
zbiorów naukowych, podejmowanie akcji wydawniczych itp.
Instytucje gromadzące uczonych tworzone były od czasów
starożytnych, często w wyniku mecenatu panujących, np. dynastia
egipskich Ptolemeuszy stworzyła w Aleksandrii znakomicie
zorganizowany ośrodek badań naukowych, w którym do dyspozycji
uczonych oddano doskonale wyposażone Muzeum Aleksandryjskie,
biblioteki, pracownie, ogrody.

W starożytnej Grecji, obok wspomnianej Akademii Platońskiej,
funkcjonowały również inne szkoły filozoficzne, będące
pierwowzorami akademii, m.in. założona w Pojkile Stoa szkoła
stoików Zenona z Kition, czy Ogród Epikura. Szkoły te
przyczyniły się do rozwoju poszczególnych dziedzin wiedzy, m.in.
matematyki, fizyki, astronomii, geografii. Starożytne akademie
stanowiły wzór dla podobnych ośrodków średniowiecznych, np.
szkoły pałacowej Karola Wielkiego w Akwizgranie, szkoły
powstałej na dworze Fryderyka II w Palermo (XIII w.), czy
Związku Czterdziestu Uczonych w Bagdadzie (X w.). W epoce
odrodzenia zaczęto we Włoszech zakładać akademie, które dały
początek współczesnym akademiom naukowym. Miały one charakter
prywatnych, niewielkich stowarzyszeń, których działalność była
najczęściej krótkotrwała, odegrały jednak istotną rolę i
przyczyniły się do rozkwitu sztuki, literatury oraz
przyrodoznawstwa.

W XV-XVI w. w samych tylko Włoszech istniało kilkaset akademii
tego typu, do najbardziej znanych należały: Accademia Pontaniana
w Neapolu (1443), Akademia Florencka (1459), Lionardi Vincia
Accademia w Mediolanie (1494), Accademia Vitruviana w Rzymie
(1542), Accademia Secretorum Naturae w Neapolu (1560), Accademia
della Crusca we Florencji (1582), Narodowa Akademia Rysiów w
Rzymie (1603), Accademia del Cimento we Florencji (1657),
Accademia Fisico-Matematica w Rzymie (1677). Akademie włoskie
stały się następnie wzorem dla stowarzyszeń tego typu
powstających w innych krajach europejskich, wśród których jako
pierwsze zostało założone Sodalitas Litteraria Vistulana w
Krakowie (ok. 1489). Z akademii włoskich wywodzą się również
współczesne towarzystwa naukowe.

W XVII i XVIII w. zaczęto zakładać wielkie akademie naukowe,
będące instytucjami publicznymi, działającymi na rzecz państwa w
zakresie gospodarki, oświaty, kultury. Powstały wówczas: we
Francji - Akademia Francuska (1635), Akademia Nauk (1666),
Instytut Francuski (1795); w Anglii - Towarzystwo Królewskie
(1660); w Niemczech - Akademia Nauk w Berlinie (1700); w Rosji -
Petersburska Akademia Nauk (1724). W Polsce pierwszą instytucją
o charakterze akademii nauk było Towarzystwo Przyjaciół Nauk w
Warszawie (1800), pierwszym zaś ogólnym towarzystwem naukowym,
noszącym nazwę akademii, była Akademia Umiejętności w Krakowie
(1872, od 1919 Polska Akademia Umiejętności Obecnie funkcjonują
najczęściej akademie narodowe, stanowiące najwyższą instytucję
naukową danego kraju. Posiadają one sieć placówek naukowo-
badawczych, zapewniających warunki rozwoju poszczególnym
dyscyplinom naukowym.

Członkowie akademii są mianowani przez władze państwowe bądź
dokooptowywani, przy czym ich liczba jest w niektórych
akademiach ściśle określona. Istnieją również w niektórych
państwach akademie o zasięgu regionalnym, a także placówki
obejmujące jedynie określony dział nauk. Ogólnokrajową
instytucją naukową w Polsce jest Polska Akademia Nauk.

2) Nazwa wyższych uczelni, stosowana od czasu renesansu, kiedy
akademiami zaczęto nazywać uniwersytety, a także niektóre szkoły
średnie o rozszerzonym programie nauczania. W miarę
wyodrębniania się poszczególnych nauk i umiejętności, zaczęły
powstawać akademie kształcące w różnych dziedzinach wiedzy
stosowanej, np. akademie wojskowe, rolnicze, medyczne, górnicze,
sztuk pięknych. Obecnie mianem szkół akademickich określa się
szkoły wyższe, posiadające samorząd oraz prawo nadawania stopni
naukowych.
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Tombe la neige
_______latający perski dywan
A oto pochodzące z „Mahabharaty”, „Ramayany” i „Mahavira Charita”
fragmenty opisujące walkę: Pojedynczy pocisk wybuchł z całą mocą
świata. Rozżarzony słup dymu i ognia tak oślepiający, jak 10.000
słońc uniósł się w całej swej wspaniałości [...] Była to nieznana
broń, żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, który zamienił
w popioły całą rasę Vrishni i Andhaka. Ciała ich były tak spalone,
że nie można było ich rozpoznać. Ich włosy i paznokcie powypadały,
wyroby garncarskie popękały bez żadnego widocznego powodu, a
wszystkie ptaki zbielały. Po kilku godzinach wszystkie produkty
spożywcze były zatrute [...] Aby uciec od tego ognia, żołnierze
rzucali się do strumieni, aby obmyć siebie i swój ekwipunek.

Następstwa działania tej superbroni opisane są następująco: Zaczął
wiać wicher [...] wydawało się, że słońce się obróciło, świat
spieczony ogniem wydawał się być w gorączce. Słonie i inne zwierzęta
lądowe, palone energią tej broni, mknęły w ucieczce [...] nawet wody
były tak gorące, że przebywające w nich stworzenia zaczęły palić się
[...] Nieprzyjacielscy żołnierze padali jak drzewa powalone w
szalejącym ogniu – wielkie słonie palone tą bronią padały na ziemię
wydając dzikie ryki bólu. Inne palone ogniem biegały we wszystkie
strony, jak wśród płonącego lasu, także rumaki i pojazdy spalone
energią tej broni wyglądały, jak szczyty drzew, które spłonęły w
pożarze lasu...

Księga „Karna Parva” podaje nawet wymiary tej broni: Strzała
śmiertelna jak laska śmierci. Mierzy ona 3 łokcie i sześć stóp[4].
Obdarzona mocą pioruna tysiącokiego Indry była ona niszczycielska
dla wszystkich żyjących stworzeń.

Starożytni Hindusi wykazali w swoich przekazach piśmienniczych
zaskakującą wiedzę naukową o świecie i materii. W powstałym przed
około 5.000 laty dziele zatytułowanym „Jyotish” znajdujemy
rozważania na takie tematy, jak heliocentryczny ruch planet, prawa
grawitacji, gwiazdy stałe na Mlecznej Drodze, dobowy obrót osiowy
Ziemi, kinetyczna teoria energii i teoria budowy atomu. Wiadomo
także, że niektóre szkoły filozoficzne podejmowały jako przedmiot
swych rozważań skomplikowane obliczenia z zakresu fizyki atomowej.
Wyznaczenie czasu potrzebnego do przejścia atomu przez jednostkę
objętości równą tej, jaką on sam zajmuje jest przykładem jednego z
prostszych „tematów badawczych”.

Istnieją także liczne przykłady ścisłych i realnych opisów budowy
rakiet i samolotów. Sama tylko „Mahabharata” zawiera ponad 230 strof
poświęconych opisowi zasad konstrukcji latających maszyn – vimana –
oraz innych urządzeń i aparatów.[5] W „Samarangana Suthadhara”
omawiane są zalety i wady poszczególnych typów samolotów zarówno z
punktu widzenia ich względnych zdolności i szybkości wznoszenia, jak
również sposobów lądowania. Dyskutuje się tam także rodzaje
materiałów napędowych – m.in. także rtęć?[6] – oraz materiałów
konstrukcyjnych, a mianowicie – różnych odmian drewna, metali
lekkich i ich stopów.

Zwróćmy uwagę na fragment opisu lotu vimana: W wyniku działania sił
utajonych w rtęci, które uruchamiają napędowy wir powietrza,
człowiek znajdujący się wewnątrz może podróżować w podniebną dal
[...] Viamana za pomocą rtęci może rozwijać moc pioruna [...] Jeśli
ten żelazny silnik o odpowiednio połączonych częściach zostanie
napełniony rtęcią, a do jego górnej części zostanie doprowadzony
żar, to zaczyna on z rykiem lwa rozwijać moc [...] i natychmiast
staje się niczym perła na niebie...

Inny starohinduski epos „Ramayana” opisuje widok, jaki roztaczał się
z góry podczas lotu boga Ramy i jego małżonki Sity ze Śri Lanki do
Indii. Widok ten jest opisany tak szczegółowo, że wydaje się
niemożliwe, aby sam autor nie mógł tego obserwować samemu z góry.
Ponadto starożytny samolot pokazano w zadziwiająco nowoczesny
sposób: ...niepowstrzymany w swym ruchu [...] o godnej podziwu
szybkości, [...] w pełni kontrolowany [...] o pomieszczeniach
wyposażonych w okna i znakomite miejsca siedzące...

Jednocześnie znajdujemy w tych dziełac
Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku




Strona 3 z 4 • Znaleziono 216 postów • 1, 2, 3, 4  

Powered by WordPress dla [tu i tam]. Design by Free WordPress Themes.