Filozofia w szkole

Widzisz posty znalezione dla hasła: Filozofia w szkole





Temat: Co to jest nauka??


Poniewaz pan Adam jakos usilnie mnie pyta, co to jest nauka, to moze
sie
  sprobujemy jakos tutaj dogadac, co to jest ta nauka??


To ja takie luźniejsze uwagi tutaj poczynię. Kurde, a co, to wolny kraj
;-)))

Pierwej powiem, co odróżniać ma naukowca od filozofa z jednej, a
rzemieślnika z drugiej strony. Otóż od filozofa naukowca odróżniać ma
pewna skłonność do jakiejkolwiek że pojętej specjalizacji. Rzemieślnik
natomiast z rzadka posiada nastawienie teoretyzujące. Oczywiście
przejścia są tu płynne, albowiem filozof może chcieć się specjalizować w
określonym kierunku filozofii, albo na przykład zaświadczać, wzorem
rzemieślnika, całym swoim życiem swoje poglądy. Co kiedyś popularne,
dzisiaj bardziej w zawodowe uprawienie filozofii poszło :-(  Takoż
naukowiec czasami chce zostawać interdyscyplinarnym, lubo poświęca się
bardziej rzemieślniczej inżynierii stosowanej, takoż wreszcie
rzemieślnik zaczyna w mowie i piśmie bronić swojej sztuki, ale rys
charakterystyczny pozostaje. Niestety, w postaci skrajnej widzi się to
czasami tak: iże filozof to bajarz, naukowiec to scep a inżynier to
idiota. Ale to już świadczy o wypowiadającym powyższe.

Tu pojawia się pewien problem, gdyż wiele nauk ma lub miało magiczne
korzenie i trudno opisać daną cząstkę wiedzy prawdziwie, skoro pewne
rzeczy w kulturze odrzuca się jako nonsens. Fajnie widział to Platon,
który twierdził, że ob serwowanie pewnych regularności nie daje w wyniku
ogólnych praw, albowiem już Platon - tak tak - twierdził, że żadne
ustalone fakty z samej zasady nie są wieczne. Newton tu do spółki z
Ptolemeuszem zdrowo cofnęli się. Platon wręcz twierdzi, iże aby znaleźć
jakiej zasady w obserwacji np. nieba, należy zarzucić obserwację a
stworzyć matematyczny model, który z założenia nie będzie w zupełności
zgodny z obserwacją. Mimo to właśnie teoria stała się nauczycielką, czym
są obserwacje. Arystoteles poszedł tym samym tropem, uwagę zwracając
bacznie na doświadczenie. Opis jego ówczesnej mrówczej pracy zasługuje
na miano jak najbardziej naukowego, jak potem w przypadku Alberta
Wielkiego, czy Anzelma. Takie proste a twórcze pogodzenie obserwacji,
abstrakcji i zdroworozsądkowego myślenia. W mniej więcej równych
proporcjach. Potem, za Newtona, zaczął się łańcuszek stylu:
obserwacja --obmierzenie --generalizacja --teoria --całokształt
wiedzy na jakiś temat --schemat teoretyczny. Wszystko wydaje się jak
najbardziej jasne. Ten walący się - jak się bliżej przyjrzeć - gmach,
pełen jest pęknięć i wypadających cegieł, ale od czego są terminy takie
jak: oczywistość, warunki początkowe, hipoteza pomocnicza, przybliżenie,
reguła korespondencji, warunek ceteris paribus.

Fizykalizm zdawał się przez pewien czas święcić tryumf (Adam - sprawdź
dokładnie, powtarzam, DOKŁADNIE, co to jest fizykalizm!!!).

Już Newtonowi burzył się ten wielki, a jak się okazało raczej szopowaty,
budynek. W Principiach jest o prawach Keplera, że empiryczne przesłanki
dla tych praw to raczej idealizacje, a nie prawa same. Pojawił się
problem doboru informacji, to, co jest dziś niemal oczywistością, że
fakt naukowy to pewien consensus, ustalany w naukowych debatach
(oczywiście, Adamie, będziesz tu pewnie przeczył, ale odsyłam do
bogatej, *naukowej* literatury na ten temat). Nie mówię już, że znikoma
tylko obecnie ilość naukowców prowadzi prawdziwie wolne, niepatronackie
badania, w których pod konkretne problemy wybiera się eksperymenta i
techniki pracy z własnym mózgiem. Teraz dla Adama, będzie trudne, ale
nie niemożliwe: już Arystoteles (zgadnij gdzie) twierdził, że to, co
zgodne z naturą to to, co wyustepuje we wszystkich dotyczących jej
rzeczach, *lub przynajmniej w przeważającej ich liczbie*.

No i nadszedł XX wiek, matematyka podzielona na szkoły filozoficzne,
Godel wreszcie podał, że matematyka jako udowadnialny system wewnętrznie
niesprzeczny nie istnieje. A przynajmniej taka idea jest głęboko
niespójna. O Kuhnie i jego rewolucjach nie trzeba wspominać, skoro się o
nauce dyskutuje, i - jak pisze Honderich - podsumowując rezultaty XX
wiecznych badań nad nauką można powiedzieć, że problemem nie jest już
dłu żej, jak opisać monolit nauki, ale co zrobić z rozproszonym zbiorem
wysiłków, który go zastąpił. Rozpoczęło się łączenie procedur naukowych
z nienaukowymi etc...

A wielkie pytania?
Ano, co z indukcją, czyli (to dla Adama, jakby nie rozumiał): obserwacja
przypadków --wyciąganie wniosków uniwersalnych? Jak przecież wiadomo
to, że przesłanki są prawdziwe nie oznacza, że wniosek również taki
jest.
Problem przyczynowości nadal nie jest rozwiązany.
Zagadnienie, czy jest możliwość wiedzy o rzeczach nieobserwowalnych, nie
jest rozwiązane do dziś. Tak tak, Adamie, wirusy i elektrony nadal w
nauce nazywane są rzeczami nieobserwowalnymi.
Co z problemem teleologicznego wyjaśniania? Leży.
Dyskusja nad metoda naukową także nie jest zamknięta.

Pzdr
Paweł

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: obowiazkowe lekcje religii
grek napisał(a):


i za obligatoryjnym przedmiotem zwanym "religioznawstwo" podpisuje sie
wszystkimi konczynami*. nawet etyki byc nie musi.
*pod warunkiem ze bedzie to religioznawstwo a nie to co jest teraz.


No właśnie i tu byłby w Polsce jeszcze większy problem niż ze
znalezieniem zastępu etyków. Bo mgr-ów religioznawstwa produkuje się w
Polsce tyle co na lekarstwo.
Jest ich kilkukrotnie (a może już nawet kilkunastokrotnie) mniej niż np.
mgr-ów filozofii.

Nie wiem jak jest teraz, ale jeszcze niedawno religioznawstwo można było
studiować tylko na jednym uniwersytecie w Polsce (na UJ) i było tam na
roku raptem 20 osób. Religioznawcy to rodzynki niestety.

Znacznie lepiej jest z filozofami, zwłaszcza obecnie. Kilka lat temu
wprowadzono ten kierunek na wielu uczelniach, na których przedtem go nie
było, a na uniwersytetach, na ktorych był, kilkukrotnie zwiększono nabór
studentów filozofii. Zrobiono to w związku z dawnymi planami (z lat
90-tych) wprowadzenia nauczania filozofii w szkołach średnich [1].

Dlatego chyba łatwiej jednak byłoby zorganizować zajęcia z "etyki" niż z
religioznawstwa. Mam tu na myśli oczywiście porządne zajęcia, prowadzone
przez mgr filozofii, a nie ich parodię typu "etyka" w wykonaniu pani
polonistki, katechetki czy WF-istki. Etyki powinni uczyć filozofowie, bo
to ich działka (tak jak analiza matematyczna to działka matematyków).
Nauczanie etyki przez osoby nieprzygotowane do tego może IMO przynieść
więcej złego niż dobrego.

Ale czy nie lepiej po prostu zrobić porządny, kilkuletni, obowiązkowy
dla wszystkich uczniów kurs filozofii, w ramach którego byłaby też etyka?
Uważam, że najrozsądniej byłoby w liceum (czy może nawet już w
gimnazjum) "uszczknąć" jedną godzinę tygodniowo z tych n godzin
jęz. polskiego i przeznaczyć ją na filozofię (uczoną przez filozofa po
normalnych studiach magisterskich, a nie polonistę po "dokształtach").
Umiejętność precyzyjnego myślenia, argumentowania, jasnego formułowania
myśli oraz znajomość postawowych pojęć filozoficznych, w tym  siako taka
przynajmniej orientacja w historii filozofii (tu mamy bonus: bo w tym
jest kawał historii nauki i historii pojęć, którymi operowała i operuje
nauka czasem do dzisiaj), jest IMO _tysiąc_ razy ważniejsza dla
wykształconego człowieka niż np. umiejętność dogłąbnego przeżywania
poezji romantyczno-patriotycznej. Dlatego korzyść z tej jednej godziny
tygodniowo poświęconej filozofii byłaby dla ucznia z pewnością dużo
większa niż jest obecnie z jakiejś kolejnej smętnej godziny "polskiego",
na której zbija się bąki (a i uczeń nie nudziłby się tak srogo jak
obecnie, bo na zajęciach z filozofii coś by się działo, miałby okazję
podyskutować, rozwinąć się trochę intelektualnie, to nie byłyby przecież
takie odmóżdżające flaki jak jęz. polski. Może nawet dzięki temu uczeń
dostrzegłby jakiś sens w szkolnej edukacji? Może nawet zechciałoby mu
się żyć i przestałby kombinować na której gałęzi się powiesić albo
jakimi dragami zaimponować koledze?).

A jak ktoś "wierzący" lub ciekawy świata, to dodatkowo może sobie
chodzić na "religię". W czym problem?
Dobra orientacja uczniów w historii filozofii (a w tym przecież i
teologii) przy okazji oszczędzi księdzu na katolickiej katechezie
konieczności tłumaczenia im wielu podstawowych spraw. Dyskusje
licealistów na "religii" będą już miały jakiś poziom. Ergo poziom
szkolnej katechezy przy okazji wzrośnie :-) [2]

A "chodzenie na religię" powinno być oczywiście dobrowolne i IMNSHO
najlepiej by nauka "religii" w ogóle nie odbywała się w szkole (bo to
odbiera nauce "religii" wszelką powagę i trywializuje ją, bo prowokuje u
uczniów typowo "szkolny", czyli sztubacki stosunek do tych zajęć), ale
była organizowana przez wspólnoty religijne (w ramach ich własnej
infrastruktury) i w ewentualnej współpracy ze szkołą w sprawach typu
układanie wygodnego planu lekcji, ewentualna współpraca
katechety/nauczyciela religii ze szkolnym wychowcą (np. w przypadku
problemów wychowawczych dotyczących ich wspólnych wychowanków) itp.

Np. kościół katolicki w Polsce ma w cholerę i trochę salek
katechetycznych, w których za PRL prowadzone były katechezy. One miały
swój klimat (jestem wiekową kobietą i to pamiętam). I jestem pewna, na
100% pewna, że gdyby katechezy katolickie dla młodzieży szkolnej wróciły
tam, gdzie ich miejsce, czyli do tych salek, to młodzież miałaby do
nauki "religii" mniej cyniczny stosunek niż obecnie, nie grałaby w karty
czy w sudoku w tylnych ławkach i może nawet ochoczo zaangażowałaby się w
życie parafii. Jak to młodzieź. Jak się jej nie wciska czegoś na siłę i
się nie upupia, to jak wiadomo, sama lgnie ...

Dlatego ja z całego serca piętnuję antykatolickie akcje wprowadzania na
siłę "religii" do szkół (zwłaszcza państwowych [3]).

[1] Niestety uczenie polskiej młodzieży filozofii po raz n-ty okazało
się być nie na rękę politykom z MEN.
Realizacja planu wprowadzenia filozofii do szkół utknęła zdaje się w
trakcie ostatniej kadencji SLD. Odtąd cisza.
Sądząc po tym:
http://www.mac.pl/forum_gimnazjum_humanist/index.php?id=1000&nr=1, to
chyba są jakieś nieśmiałe próby przemycenia propedeutyki filozofii pod
beretem "etyki (zastępczej)".

[2] Ja już pomijam, że dzięki porządnemu kursowi filozofii w szkole za x
lat wzrosłby wydatnie także poziom dyskusji np. na tej grupie, a może
nawet by drgnął trochę na forum onetu :-)

[3] prywatne szkoły są prywatne, a więc kwestia organizacji lekcji
"religii" tym bardziej powinna być sprawą ich suwerennych decyzji, a nie
sprawę regulowaną państwowym dekretem (czy innym przymusem nakładanym
przez MEN)

Pozdrawiam

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Przyszłość filozofii leży w destrukcji.
Witam.

Myślę, że miałbyś rację, gdyby rzeczywiście można było stwierdzić ( heh! Czy
jeszcze można coś prawomocnie stwierdzać?;) , że filozofia jako taka
ewoluowała par excellence, tzn, gdyby wątki poruszane w starożytności
przestawałyby być aktualne w średniowieczu, wątki średniowieczne - parę wieków
później  itd.
  Fakt faktem, że w pewnych okresach można wyróżnić dominujące tendencje
filozoficzne - neoplatonizm we wczesnym średniowieczu, tomizm w
późniejszym...Jednakże, nie możemy pozwolić sobie na uogólnienie prowadzące
nas do wniosku, że istnieje tylko jedna koncepcja filozoficzna  naraz. Mam na
myśli tutaj to, że w dniu dzisiejszy stwierdzenie, że panuje filozofia
sceptyczna czy solipsystyczna jest mocno nieprawomocne. Mamy przecież co
najmniej kilka kierunków nie zaprzeczających możliwościom poznawczym
człowieka: anglosaskie szkoły filozoficzne ( fil. analityczna i fil.
kognitywna), mamy  neotomizm, zwolenników Kanta, fenomenologię...
  Podobnie, Nie sądzę, aby można było mówić od  zastępowaniu jednej filozofii
przez drugą - nazwałbym to raczej dialogiem przez wieki. Oczywiście - tezy
jednych podważane są przez drugich. I o to chodzi, aby zdogmatyzowana
jednomyślność nie doprowadziła do zagubienia samej idei filozofii. Przyznam -
niektórzy,jak na przykład Kartezjusz czy Husserl odrzucali całą dotychczasową
tradycję filozoficzną. Był to jednak raczej zabieg mający na celu sprawdzenie,
na ile  prawomocne są koncepcje ich poprzedników ( wszakże Kartezjusz,
odrzucił istnienie świata w początkowej fazie, pomimo tego, iż nie był
solipsystą - doszedł bowiem tą drogą do koncepcji Boga, świata...), niż
rzeczywiste, w pełni prawomocne odrzucenie wszystkich idei filozoficznych,
które zrodziły się przed nimi. Charakteryzować by się oni musieli niezwykłą
pychą, aby powiedzieć "wszyscy od kilki tysięcy lat się mylili, jedynie ja
jedyny wiem, co jest słuszne!". Nie, nie...to nie jest takie proste.
  Nie da się ukryć, że mnogość obecnie istniejących argumentów filozoficznych
nieco plącze nasze wyobrażenie stałego, skonsolidowanego obrazu
rzeczywistości. Częściowo może ono wynikać z ograniczeń poznawczych naszego
rozumu, częściowo z postawienia zagadnień błędnych ( "metafizycznych" -
powiedzieliby członkowie Koła Wiedeńskiego). Ale, zwróć uwagę,  stwierdzenie
ograniczeń naszego umysłu i znalezienie ich już samo w sobie jest pozytywnym
faktem poznawczym. Równie  dobrze, moglibyśmy mówić, że obserwujemy upadek
wiary w możliwości człowieka, ponieważ upowszechnił się pogląd, że człowiek
nie ma skrzydeł i w obec tego nie może latać bez pomocy maszyn. Jeżeli chodzi
o solipsyzm, myślę, że jest to stanowisko nie dające się utrzymać bez
sprzeczności lub nieuzasadnionej spekulacji.

Pozdrawiam
Ninghijzhinda


----- Original Message -----
From: mwilon <mwi@interia.pl
To: <pl-sci-filozo@newsgate.pl
Sent: Saturday, November 11, 2000 7:39 AM
Subject: Przyszłość filozofii leży w destrukcji.

Śledząć historię myśli filozoficznej odnoszę nieodparte wrażenie, że
obserwuję dzieje stopniowej destrukcji obrazu rzeczywistości tworzonego
przez człowieka, przeplatane próbami zastąpienia starych konstrukcji nowymi,
bez większego jednak powodzenia. Filozofia próbowała i czasem jeszcze
próbuje dać ludziom odpowiedzi na pytania ostateczne: naturę wszechświata,
istnienie boga itd. Gdy prześledzimy jednak rozmaite szkoły filozoficzne,
zrodzi się pytanie: dlaczego tak wiele odpowiedzi na te same zagadnienia i
czy podważanie starych modeli rzeczywistości dla wprowadzenia nowych,
własnych, nie przyczynia się jedynie do postępującej erozji poczucia
możności ogarnięcia i opanowania chaosu świata. Siła dawnych nawyków
myślowych leżała właśnie w ich długowieczności, w niezwykle silnym
zakorzenieniu się w sposobie pojmowania świata przez człowieka. Natomiast
teorie mające zastąpić owe nawyki swoją siłe czerpały z argumentów o
racjonalnym lub irracjonalnym charakterze, w każdym razie zmuszały do
jakiejś refleksji. I tu pojawia się problem: prawdopodobnie nie ma teorii
wymyślonej przez człowieka, której drugi nie byłby w stanie podważyć. Różne
argumenty mogą wchodzić w grę, niemniej efektem będzie obalenie jakiejś
teorii ludzkiego umysłu. W ferworze różnych sporów powstawało, owszem, wiele
teorii i teoryjek, ale także coraz wyraźniejszym stawał się fakt, że pewne
jest to, iż nic nie jest pewne. W posadach zaczęło drżeć rozumienie tak
pozornie oczywistych, ale i zarazem fundamentalnych pojęć, jak np.
świadomość. Filozofia razem z psychologią odkrywały sfery ludzkiej
podświadomości, socjobiologia dawała nowe, niezbyt obiecujące perspektywy
filozoficznego postrzegania natury człowieka (pojęcie "natury" też z resztą
zostało podważone). To filozofia ujawniła destrukcyjny potencjał myśli
ludzkiej. Mało, że destrukcyjny - także autodestrukcyjny. Nie dość, że
możliwa stawała się iluzoryczność całego otaczającego świata (solipsyzm), to
i fundament naszego istnienia - świadomość - został potraktowany jako
produkt uboczny zdarzeń fizycznych (behawioryzm). I nie sądzę, by filozofia
zakończyła swoje "krwawe" żniwo. Kulminacją tego procesu będzie chwila, gdy
jakiś znany filozof będzie chciał spłodzić nową książkę, ale nie zrobi tego,
gdyż uzna, że nie ma sensu bawić się w językowe i pojęciowe konwencje oraz
tworzyć cokolwiek, gdy nie jest się pewnym, czy odbiorcy w ogóle istnieją,
czy istnieje autor planowanego dzieła i co to tak naprawdę znaczy istnieć.
mw

--
Archiwum grupy dyskusyjnej pl.sci.filozofia
http://niusy.onet.pl/pl.sci.filozofia


--
Archiwum grupy dyskusyjnej pl.sci.filozofia
http://niusy.onet.pl/pl.sci.filozofia

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: "Zo w wiecie"
Witajcie!
Do napisania skłoniła mnie , trwająca już dość długo, burzliwa dysputa
której jestem świadkiem.
Obecność zła w świecie można rozpatrywać w dwojaki sposób : w świetle
wierzeń religijnych lub dociekań naukowych.Z racji tego iż jest to grupa
filozoficzna  interesują nas(?)dociekania nauk filozoficznych.A dokładniej,
powinno nam zależeć na tym aby uwypuklić fakt , zła jako zła , a nie fakt
jej jednostkowego zdeterminowania  (np.zło-zbrodnia,zło-wojna , itp.).
W historii filozofii dostrzegamy dwie koncepcje zła: koncepcję dualistyczną
( dobro-zło ),bądz podmiotową .Takie szkoły filozoficzne jak stoicyzm ,
epikureizm , pitagoreizm stały na stanowisku dualistycznym .Na stanowisku
tym stał także Platon a co za tym "idzie" cała prawie filozofia zachodnia.
Już Heraklit rozmyślał nad problemem obecności zła w świecie , dla niego
jednak konflikt dobra ze złem ,zn.ich walka , rozpływa się w wyższym prawie
, jednocząc się w doskonałą harmonię.Można by rzec ,zło wchłonięte zostaje w
swoje przeciwieństwo aby razem stworzyć doskonałość.U stoików koncepcja
dobra i zła wywodzi się z ich kosmologii według której świat jest przejawem
tego samego bytu boskiego,rządzącego się absolutnie koniecznym prawem.A byt
indywidualny jest częścią wielkiego kosmicznego LOGOSU , jest przejawem
jednej duszy świata.Zło,chociaż jest odczuwalne jako zło ,
samo w sobie jest dobrem , jest bowiem przejawem życia NATURY,czyli
LOGOSU.Jedyne zło to ludzkie wady moralne.
Wymienione koncepcje filozoficzne wskazują na pewną opozycję dobra i zła.Zło
pojmowane jednak na tle całego systemu , zarówno Heraklita jak i stoików ,
okazuje się czymś pozornym , bo ostatecznie albo rozpływa się ono w bycie
pierwotnym albo się z nim utożsamia.Istnieją jednak systemy filozoficzne w
historii filozofii europejskiej w których występuje wyraźny dualizm dobra i
zła.Mam tu na myśli pitagorejczyków , Platona i  neoplatończyków.Pokrótce
omówię dwa pierwsze:
U pitagorejczyków na szczycie hierarchii bytowej istnieje podział na monadę
i diadę.Pierwsza -porządku duchowego jest źródłem doskonałości.Druga -
zasadą zła.Partycypacją pierwszej byłoby więc dobro a drugiej zło.I dopiero
obecność obu tych pierwiastków konstytuuje naturę wszechrzeczy-kosmos.U
Platona także istnieją dwa pierwiastki:idee na czele z ideą Jedni i Dobra
zarazem,oraz niezależny od świata ideji pierwiastek materii,sam z siebie
bezkształtny i ostatecznie zły.Właśnie owa materia jest uzasadnieniem tego
wszystkiego co w świecie jest uważane za zło.
Przedstawione u góry stwierdzenia obecności zła i póby jego wytłumaczenia
były ujęciem zła jako jakiejś pozytywnej zn.obecnej w Bycie, jej natury.Jest
jednak jeszcze inna koncepcja ,według której nie stanowi ona jakiejś
pozytywnej natury bytowej a jest jedynie brakiem w Bycie.Stwierdzenie zła
dokonuje się tutaj na tle dostrzeżonych złożonych struktur bytowych.Owe
struktury dadzą się sprowadzić do trzech typów:do tzw.części istotowych
zn.konstytuujących naturę danego bytu,do części integrujących ,tworzących
materialną całość oraz do części doskonałościowych zn.takich składników
które decydują o jego doskonałości.Odrazu widać iż braków w elementach
istotowych nie ma i nie może być gdyż brak jakiegokolwiek elementu
istotowego w bycie powoduje,że dana rzecz nie jest już tą samą rzeczą.Braki
zachodzą w dwóch pozostałych częściach a poznajemy je w sposób albo
spontaniczny
albo zorganizowany w zależności od tego jakimi metodami poznawczymi się
posługujemy.W teorii tej zło poznajemy więc inaczej.Wychodzimy bowiem ze
stwierdzenia braków w bycie,uprzednio poznając naturę owej rzeczy.Zauważony
brak nazywamy złem.Stwierdza się więc ,że zło nie posiada żadnej natury a
tłumaczy się je wyłącznie naturą podmiotu w którym owy brak się uobecnia.
Teorii tej,pochodzącej od Arystotelesa,przeciwstawił się Plotyn.Gdyby bowiem
zło było tylko brakiem dobra-bytu to wówczas jakaś rzecz byłaby zła sama
przez się.Na przykład dusza ludzka byłaby zarazem dobra,gdyż jest pochodna
od źródła Dobra-Prajedni,a zarazem zła gdyż są w niej braki.Plotyn zło
upatrywał  w materii , gdyż dobro pojmował jako "wylewność od
wewnątrz".Jednia-Dobro z konieczności emanuje z siebie coraz dalsze
hipostazy aż wreszcie dochodzi do hipostazy ostatecznej która już nie
emanuje dalej.A jest nią materia.Nie weryfikuje się więc w niej definicja
dobra "wylewność od wewnątrz".Więc jest ona zła.
Pojęcie zła wyprowadzane jest więc z jednej strony z intuicjonizmu
poznawczego czy to anamnezyjnego
jak u Platona czy też ekstatycznego jak u Plotyna , z drugiej zaś z poznania
receptywnego jak u Arystotelesa.Należy jeszcze uwypuklić fakt iż w teorii
intuicjonizmu sposób naszego poznania jest adekwatny do sposobu bytowania
zn.rzeczy tak się mają jak my je oglądamy.Jeśli zatem poznajemy coś jako zło
to zło istnieje jako pozytywna natura świata zn.obecna.Dalej , koncepcja owa
związana jest z pojęciem bytu jako niezłożonego.Byt to materia a idee jak
sama nazwa wskazuje są idealne nie ma więc mowy o tym aby było w nich
zło.One nie należą do świata który widzimy , są od zła niezależne.Mamy więc
świat idej i świat materialny.Jeżeli natomiast chodzi o poznanie receptywne
to wydaje mi się iż jest ono zrozumiałe.Krótko tylko:poznajemy byty które na
drodze abstrakcji definiujemy jako złożone z aktu , możności(odpowiednio
formy i materii pierwszej) , substancji i przypadłości(do tego dodać należy
wprowadzony przez św.Tomasza podział na istnienie i istotę bytu).I dopiero
owe złożenie nazywamy bytem.I tu byt jako byt , stworzony  przez Absolut lub
, mając za podłoże materię pierwszą , przez element formalizującyjący ją
zn.formę , nie może być złym z natury , zły jest tylko brak w nim elementów
doskonałościowym lub/i integrujących.

Z poważaniem Sebol
klo@polbox.com
http://free.polbox.pl/k/klopos/index.htm

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Wszystko co czlowiek pomysli da sie wyrazic kognitywnym zwerbalizowanym jezykiem slow -- ksRobak // Input by Tomek


hyakinthos wrote:
Kilka uwag:


Naturalnie.


1. jesli prawdziwe lub falszywe moga byc zdania tylko oznajmujace i
twierdzace, to moje przyklady nie maja wartosci logicznej. Jak moga byc
zapisane w rachunku predykatow, ktory opisuje zdania logiczne? Prosze
jeszcze raz o odpowiedz:
jak zapisac zdanie "Gratuluje Ci zwyciestwa" lub "Nadaje temu statkowi
imie 'Niezwyciezony'" w 'uniwersalnym' rachunku predykatow?


Jestem na 100% pewien, że jest Pan zaznajomiony z tym projektem,

http://www.cyc.com/

którego celem jest sprowadzenie CAŁEJ semantyki języka naturalnego
(na razie angielskiego) do rachunku predykatów.

Czytamy na podstronie JAK MYŚLI "CYC":

http://www.cyc.com/cyc/technology/whatiscyc_dir/howdoescycreason

CycL, the Cyc representation language, is a large and extraordinarily
flexible knowledge representation language. It is essentially an
augmentation of first-order predicate calculus (FOPC), with extensions
to handle equality, default reasoning, skolemization, and some
second-order features.

FOPC = first order ***PREDICATE*** calculus, czyli rachunek PREDYKATÓW
pierwszego rzędu


Jesli jest to niemozliwe, to R.P. nie jest uniwersalny, nie wszystko
moze byc w nim zapisane.


Dowód na to, że może to rozwiązanie problemu sztucznej
inteligencji, a wie Pan, że jest to problem nierozwiązany. Najwięksi
specjaliście w dziedzinie w której leży nasz problem tutaj
uważają, że problem ten zostanie rozwiązany w ramach projektu CYC.

Podanie pojedynczej definicji czasownika, czy kontekstu jego użycia
nie będzie sprowadzać się do jednego wiersza ASCII, ale do setek
sprzężonych definicji.

Można zadać PROSTSZE PYTANIE, co to jest człowiek? I zima. A to
przecież takie proste.


2. Teza Church-Turinga

Kazdy problem algorytmiczny, dla którego mozna
znalezc algorytm (nawet taki, który wymaga nieograniczonej ilosci
czasu i pamieci) i oprogramowac w dowolnym jezyku, i wykonac
na dowolnym komputerze (istniejacym lub mozliwym do
zbudowania), jest takze rozwiazywalny przy pomocy maszyny
Turinga.


Zgadza się.


Jak ta teza Church-Turinga  ma sie do hipotezy: "wszystko co mozna
pomyslec, mozna przedstawic jako zdanie.


To są te same tezy, bo myśl = zdanie = algorytm.


"? Musialby zostac
zaprojektowany skuteczny algorytm zamiany mysli na zdania, nieprawdaz?


I jest projektowany. NA PEWNO zna Pan tej projekt, bo to jest
najsłynniejszy projekt A.I. na świecie, w który są zaangażowanie
wszyscy najwybitniejsi specjaliści tej dziedziny, Microsoft i wszyscy,
których Pan sobie wymarzy, a którzy mają mózg.


3. Zlozonosc wywodow fenomenologow jest argumentem za zlozonoscia
(trudnoscia) zagadnien przez nich poruszanych.

4. Co do porzucenia fenomenologii przez Husserla, czy istnieja na to
jakiekolwiek dowody.


No oczywiście.

Later, WE KNOW that he /Husserl/ completely changed his mind, and that
in the first volume of his Logical Investigations called "The
Prolegomena of Pure Logic", he supported an anti-psychologist point of
view of logic and mathematics. Most scholars point to the review that
Gottlob Frege wrote against Philosophy of Arithmetic, which supposedly
made Husserl change his mind completely to a Platonist point of view.
This is also reinforced by the belief many have held that Husserl's
notion of noema and object corresponds to Frege's notion of sense and
reference. We can also find passages in Logical Investigation where
Husserl makes a difference between meaning (sense) and object
(reference).

http://en.wikipedia.org/wiki/Edmund_Husserl

Nie pamiętam GDZIE, gdzieś w internecie, czytałem listy Husserla do
Fregego, w których WYRZEKA się swojej metody na rzecz arytmetyki.
Tak, tak. Jak na razie za mało potrafię, żeby zainteresować się
historią i np. gromadzić fakty, ale osoba zainteresowana może na
100% takie źródła znaleźć. Podobnie, jeżeli chodzi o porzucenie
przez Husserla swoich uczniów i ich bezskutenczne namowy do
kontynuacji, również nie pamiętam gdzie, ale czytałem, że Husserl
ogłosił BANKRUCTWO fenomenologii.

Wystarczy powiedzieć, że słynna fenomenologiczna rozprawa BYCIE I
CZAS Heideggera została potem uznana przez niego za WIELKĄ POMYŁKĘ.
Takie były właśnie początki filozofii analitycznej. Husserl i
Heidegger wywiesili białą flagę.

Proszę poszukać na ten temat w internecie i może dopytać jakiegoś
historyka. Dla mnie na razie najważniejsze jest,  że NIC NIE POMIJAM
POMIJAJĄC NIEAKTUALNĄ JUŻ FENOMENOLOGIĘ :-)


Przeciez E. Husserl po smierci Fregego jeszcze
publikowal dziela stricte oparte na metodzie fenomenologicznej.


Proszę poczytać jego listy do Fregego a znajdzie Pan odpowiedź. Nie
interesowałem się tym, co publikował jeszcze po ogłoszeniu swojego
intelektualnego BANKRUCTWA Husserl. Wiem, że przez sentyment wyraził
jeszcze NIECHĘTNIE zgodę na publikacją Logische Undersuchungen.


Obaj
zgodzili sie, ze psychologizm jest falszywy, ale to nie jest uznanie
filozofii analitycznej.


Proszę przeczytać listy. Znaczy, znaczy. Dosłownie to powiedział
Husser.


Ponadto filozofia w wydaniu Fregego to chyba jeszcze nie szkola
filozofii anglosaskiej - Frege byl Niemcem.


Frege = Wittgenstein = Russell, który był Anglikiem. :-)

Zgadza się?

Pozdrawiam,
Tomek

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Filozficzne znaczenie Internetu.


Bazując na własnych obserwacjach, stosując metaforykę przestrzenną, mogę
pokusić się o stwierdzenie, że internet skłania do poszerzania zakresu
poruszanej problematyki, ale zarazem do jej spłycania.


Racja - ocean, ale spłycony.
Ciekawe jest że Internnet wydaje sie miec zupełnie inną topologię
niz nasza codzienna przestrzeń 3-D czy linearna przestrzeń komunikatu.
Czy wpłynie to na przemodelowanie naszego widzenia przestrzeni?


W chwili obecnej ludzie jednym postem, w kilku zdanich odpowiadają na
zagadnienia,
rozważenie których zajmowało kiedyś całe życie ludzkie, angażowało w
wieloletnie spory szkoły filozoficzne itp. Tematy zmieniają się jak w
kalejdoskopie, bo ludziom (niestety, muszę uogólniać) szybko nudzi się
drążenie jednego wątku. Mniej lub bardziej udane próby filozoficznej
refleksji są tu sprzężone z elementem rozrywki - gdy tego zabraknie, wątek
szybko ginie, ewentualnie zostaje wciągnięty w grono 2-3 osób.


Tak, powstawanie i zanikanie wątków sieci rządzi się swoimi prawami.
Ma fazę inicjacji ( przypadkowa z punktu widzenia struktury sieci),
rozwoju (tu można by pokusić sie o sformułowanie pewnych ogólnych
praw) i terminacji ( czasami równie przypadkowe jak faza inicjacji).

czy nie przypomina to trochę pojedynczej ludzkiej sieci neuronowej ?


Pobieżność, doraźność, powierzchowność królują w internecie. Zdarzają się
przypadki, gdy ktoś chce, by streścić mu w paru zdaniach myśl Hegla czy
Nietzschego. Ma to też ścisły związek z ubóstwem wiedzy przytłaczającej
większości osób biorących udział w dyskusjach filozoficznych. Bazowanie na
Tatarkiewiczu i biblii, jako głównych źródłach filozoficznej edukacji, nie
jest rzadkością.


Kroluje Pop.
Net-Pop.


Część osób przyznaje, że filozoficznych pozycji w ogóle nie czytuje, ale
przychodzi tu, by samodzielnie snuć własne rozważania, które na tle
filozoficznego dorobku wypadają gorzej niż źle - są banalne, wtórne,
nieprzemyślane, nieodporne na kontrargumenty.


Ale moze nawet i oryginalni mysliciele w 90% mają takie mysli i nie
jest to nic nagannego.


Nie zmienia to faktu, że przy ogólnym wzroście tempa życia internet może
zaspokajać pewne filozoficzne potrzeby ludzi i robić to na masową skalę, co
jednak fatalnie odbija się na jakości głoszonych poglądów.


Czy jest możliwe w ogóle podniesienie tej jako ci?
(jako ć pojedynczego ludzkiego my lenia podnoszą realne zadania w
swiecie rzeczywistym)


Nie chcę zbyt daleko wybiegać w przyszłość, ale skupić się na tym, co
aktualnie obserwuję w sieci.


Wydaje sie ze na razie nie ma nawet języka dobrego opisu tego co jest
(czyli jest to zadanie dla filozofii).


Dotychczas w żadnej z choćby ocierających się o filozofię grup dyskusyjnych
nie spotkałem się ze zgodną próbą wspólnego wypracowania jakiejś teorii.
To, co widzę, to raczej wielokrotne powtarzanie przez różnych ludzi
rozmaitych myśli, poglądów, systemów, wypracowanych przez tysiące lat (nie
twierdzę, że sam jestem od tego wolny). Sieć
jest, z mojej perspektywy, miejscem ścierania się poglądów przeciwnych i
zbliżania się ludzi o poglądach podobnych. Nie widzę tu tworzenia
jakościowo nowych teorii, lecz procesy jednoczenia się wokół zbliżonych
poglądów. Abstrahując od faktu, że mówienie w XXI wieku o stworzeniu
jakościowo nowego, oryginalnego systemu filozoficznego wydaje się co
najmniej dziwne, a zarazem analizując procesy cały czas zachodzące w sieci,
nie widzę internetu w roli "kuźni" nowych koncepcji, lecz w roli miejsca
artykulacji poglądów znanych i punktu kontaktowego ludzi o pokrewnych
zainteresowaniach.


Chyba jednak nie doceniasz tej roli, pierwsze kroki zreszta są zawsze
nieporadne.


| - czy dominujaca metafora widzenia swiata nie stanie sie w ten sposob
| metafora Sieci?

Znowu powstrzymując się od "proroctw" - metaforyka sieci (jako systemu
powiązań) powstała już w latach 60-tych, razem z teorią systemów. Zatem
mówienie o świecie jako sieci (tym razem - komputerowej) nie będzie żadną
rewolucją.


ale dzis w tym uczestniczysz, to jest jednak rewolucja, ktora
bezpo rednio kształtuje twój umysł.


| - czy upadna teorie absolutne i dominowac  bedzie multiznaczeniowosc?

O upadku trudno mówić. Można mówić o zmniejszeniu znaczenia teorii
absolutnych, co już nastąpiło.

|  czy tez przeciwnie nastapi niespotykana w historii mysli synteza i
| bedzie w ostatecznym rachunku wreszcia jedna unifikujaca teoria
| widzenia swiata?

Musiałbym wyjąć swoją talię kart Tarota ;-)


Niesłusznie, temat poddaje sie spekulacji - ale tak jak mówiłem musimy
miec najpierw język opisu zjawisk.


Internet nie jest
przyczyną, ale odbiciem pewnych szerszych tendencji.


wydaje mi się ze powoli koło sie zamyka i staje sie również przyczyną.

    dzark

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Kamień węgielny wiary
cd.bibliografii Obirka
Rec.: Jan Jakub Wujek. Tłumacz Biblii na język polski w czterechsetną rocznicę wydania Nowego Testamentu 1593-1993, red. M. Kamińska, Łódź 1994, w: "Horyzonty Wiary", 1995, nr 2, s. 85.
Rec.: St. Grygiel, Kimże jest człowiek? Szkice z filozofii osoby, Kielce 1995, "Życie Duchowe", 1995, nr 3, s. 199.
61. Rec.: Polska - Ukraina. 1000 lat sąsiedztwa. Studia z dziejów chrześcijaństwa na pograniczu kulturowym i etnicznym, red. S. Stępień, t. 1, Przemyśl 1990, t. 2, 1994, w: "Horyzonty Wiary", 1995, nr 2, s. 83.
Rec.: R. Darowski, Filozofia w szkołach jezuickich w Polsce w XVI wieku, Kraków 1994, "Forum Philosophicum", t. 1, 1996, s. 286 (po francusku).
Rec.: Gennaro Maria Barbuto, Il principe e l'Anticristo. Gesuiti e ideologie politiche, Napoli 1994, "Archivum Historicum S.I." 65/1996, s. 179.
Rec.: Wacław Hryniewicz, Przeszłość zostawić Bogu. Unia i uniatyzm w perspektywie ekumenicznej, Opole 1995, "Znak" nr 495/1996, s. 144.
Rec.: Łukasz Kamykowski, Izrael i Kościół według Charlesa Journeta, Kraków 1993, "Znak" nr 497/1996, s. 208.
Rec.: Antoni Czyż, Światło i słowo. Egzystencjalne czytanie tekstów dawnych, "Przegląd Powszechny", 1996, nr 11, s. 237.
Rec.: Jan Błoński, Mikołaj Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku, Kraków 1996, "Życie Duchowe", nr 11/1997, s. 161.
Rec.: Ernst R. Curtius, Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, Kraków 1996, "Przegląd Powszechny" 1998, nr 2, s. 242.
ENCYKLOPEDIA WIEDZY O JEZUITACH NA ZIEMIACH POLSKI I LITWY 1564-1995, Kraków 1996. Hasła: COLLOQUIUM CHARITATIVUM (s. 102), JĘZYKI (s. 251-253), KAZNODZIEJA, KAZNODZIEJSTWO (s. 275), KONGREGACJA GENERALNA (s. 296-298), KONGREGACJA POŁOCKA (s. 298-299), LITERATURA POLSKA (s. 366-368), POLITYKA (s. 523-524), PROWINCJA ZAKONNA (s. 540-544), PROWINCJAŁOWIE (s. 544-545),m RETORYKA (s. 568), SARBIEWSKI Maciej Kazimierz (s. 600-601), SKARGA Piotr (s. 619-620), STEFAN BATORY (s. 644), TEATR JEZUICKI (s. 685-687), TORUŃSKA SPRAWA (s. 698), WŁADYSŁAW IV (s. 751), WUJEK JAKUB (s. 765), ZYGMUNT III WAZA (s. 797).


Prace redakcyjne
Jezuici a kultura polska, Kraków 1993.
Jezuicka "ars educandi". Prace ofiarowane Księdzu Profesorowi Ludwikowi Piechnikowi SJ , Kraków 1996.

Udział w sesjach naukowych

Związane z rocznicami jezuickimi: Warszawa (Sarbiewski, 400 lat jezuitów w Warszawie), Pułtusk (Sarbiewski), Sandomierz (Wujek), Katowice (Skarga - Żywoty Swiętych), Kraków (Skarga), Wilno (Skarga), Wrocław (Skarga), Boston, Frankfurt, Kultura polityczna w Polsce - mity i fakty (Poznań), Funkcja Słowa w ewangelizacji (Łódź), Kanonizacje a nowa ewangelizacja (Kraków).


Prace popularnonaukowe
Czytając Henriego J. M. Nouwena, "Życie Duchowe", 1994, nr 0, s. 115.
Anselm Grün OSB, "Życie Duchowe", 1995, nr 1, s. 171.
John Powell SJ, "Życie Duchowe", 1995, nr 2, s. 139.
Andre Frossard (1915-1995) - pisarz ludzkich pytań, "Życie Duchowe", 1995, nr 2, s. 163.
Anthony de Mello, "Życie Duchowe", 1995, nr 3, s. 169.
Thomas Merton, "Życie Duchowe", 1995, nr 4, s. 115-128.
Rec.: [J. Kułakowski] S. T. Pincaers OP, Zródła moralności chrześcijańskiej, Poznań 1994, "Życie Duchowe", 1995, nr 4, s. 153.
Rec.: M. P. Gallagher SJ, Zaradź memu niedowiarstwu, Kraków 1994, "Życie Duchowe", 1995, nr 4, s. 161.
O błogosławieństwach inaczej, Homo meditans, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin, s. 265.
Rec.: [J. Kułakowski] Encyklika "Ut unum sint" Jana Pawła II, "Życie Duchowe", 1996, nr 5, s. 153.
Rec.: Abbé Pierre, Testament..., Kraków 1995, "Życie Duchowe", 1996, nr 5, s. 161.
Rec.: Joseph Ratzinger, Bóg Jezusa Chrystusa, Kraków 1995, "Tygodnik Powszechny", nr 47/1995, s. 11.
Rec.: Jean Miguel Garrigues, Bóg, w którym nie ma idei zła, Poznań 1995, "Tygodnik Powszechny", nr 15/1996.
"Ćwiczenia duchowne" z Józefem Augustynem SJ, "Życie Duchowe" 1997, nr 9, s. 117.
Pierre Teilhard de Chardin, "Życie Duchowe" 1997, nr 10, s. 143.
Rec.: Ku chrześcijaństwu jutra. Wprowadzenie do ekumenizmu, pod red. Wacława Hryniewicza OMI, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1996, "Życie Duchowe" 1997, nr 10, s. 165.
Thomas H. Green SJ, "Życie Duchowe" 1997, nr 11, s. 137.
Rec.: Henri J. M. Nouwen, Boże drogi i ludzkie ścieżyny, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, "Życie Duchowe" 1997, nr 11, s. 149.
Chrześcijański aśram. Bede Griffiths wśród Hindusów, "Życie Duchowe" 1997, nr 12, s. 121.
Rec.: Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa; Rufin z Akwilei, O sfałszowaniu pism Orygenesa, Wydawnictwo WAM, Kraków 1996; Orygenes, Korespondencja, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, "Życie Duchowe" 1997, nr 12, s. 143.
Oswajanie rozpaczy: Fiodora Dostojewskiego teologia miłosierdzia Bożego, "Życie Duchowe" 1998, s. 121.
Mój ksiądz Jan Twardowski - piewca zwyczajnej świętości, "Życie Duchowe" 1998, nr 14, s. 127.
Rec.: Adam Michnik, Kościół, lewica, dialog, Świat Książki, Warszawa 1998, "Życie Duchowe" 1998, nr 14, s. 147.
Rec.: Rzym polskim piórem opisany. Antologia, oprac. Jan Okoń, Wydawnictwo Zakonu Pijarów, Kraków 1997, "Życie Duchowe" 1998, nr 14, s. 159.
Rec.: Maria Bogucka, The Lost Word of the "Sarmatians". Custom as the Regulator of Polish Social Life in Early Modern Times, Warszawa 1996, "Horyzonty Wiary" 31 (1997), s. 82.
Dorota Żołądź-Strzelczyk, Peregrinatio academica. Studia młodzieży polskiej z Korony i Litwy na akademiach i uniwersytetach niemieckich w XVI i pierwszej połowie XVII wieku, Poznań 1996, "Horyzonty Wiary" 32 (1997), s. 85.
Ks. Kazimierz Panuś, Uratować naród. Głos z ambony Katedry Wawelskiej okresu niewoli narodowej 1795-1918, Kraków 1996, "Horyzonty Wiary" 32 (1997), s. 86.
Stefan Bielański, Giovanni Botero. Historyk i pisarz polityczny epoki kontrreformacji, Universitas, Kraków 1995, "Przegląd Powszechny" 10 (1997), s. 104.
Marceli Kosman, Poczet Prymasów Polski, Spółka Wydawniczo-Księgarska 1997, "Horyzonty Wiary" 2 (1998), s. 97.
Rec.: Janusz K. Goliński, Okolice trwogi. Lęk w literaturze i kulturze dawnej Polski, Bydgoszcz 1997, "Przegląd Powszechny" (w druku).
Rec.: Janusz Tazbir, Polska na zakrętach dziejów, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 1997, "Przegląd Powszechny" (w druku).

Pozdrawiam bardziej wnikliwych. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Przypadek kapitana Cholewy - polemika dr Kryszt...
Drogi Darku!
Cieszę się,że zabierasz publicznie głos w sprawie lustracji; tak niewielu
filozofó czyni to; a przecie temat jest ważki i należy go przedyskutować
publicznie na rozmaite sposoby; tak aby uczestnicy życia publicznego mogli
wyrobić sobie własne zdanie - poprzez umożliwienie im dostepu do
pluralistycznej przestrzeni rozmaitych punktó widzenia. I między innymi
filozofowie powinni im to umożliwiać.

Ponieważ i tak będziemy na temat lustracji rozmawiali osobiście; to jednak -
uważam,że nalezy również prowadzić tę debatę publicznie.

Zgadzam się z Tobą, że lustracja niesie ryzyko "grania teczkami"; ale w taki
sam sposób - mozna by nieco karykaturalnie powiedzieć - wyjście do pracy rodzi
ryzyko wypadku drogowego. Do tej pory lustracja przebiega spokojnie; ujawnia
się raczej teczki rzeczywistych agentów; w końcu przypadek, p. Krawczyka z
Kancelarii Prezydenta wykazał, że pomimo zarzutów mozna się "oczyścić";
oczywiście stracił on pracę; ale pracując w tak ważnym miejscu, wymaga się od
ludzi niezłomności; on jednak nie był niezłomny. Praca w dyplomacji na
najwyższym szczeblu wymaga najzwyczajniej "higienicznego" prowadzenia się -
wielu złamanych (choc ich jedyna winą było tylko, dla świętego spokoju,
złożenie podpisu pod esbecką lojalką) nie powinno jednak zajmować stanowisk
wymagających odpowiednich cech charakteru; nie kazdy może byc policjantem,
kierowcą, górnikiem, sportowcem (trzeba mieć albo odpowiednie zdrowie, albo
odpowiednie cechy charakteru); tak samo nie każdy moze być dyplomatą.

(2) Uważam,że lustracja będzie przebiegać sprawnie i bez zgrzytów; i nie bedzie
grania teczkami; Kaczyńscy będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony;
PiS walczy o drugą kadencję; więc politycy PiS-u nie są nieracjonalni, żeby
wdawać się w absurdalne , nieuczciwe awantury lustracyjne.

(3) No cóż - lustracja; wykonana sprawnie i bez awantur; pomoże PiS-owi. Ale ja
nie upolityczniam lustracji - to, że pomoże ona PiS-owi, nie może stanowić
racji dla mojej jej nieakceptacji (akceptuję lustrację; i gdyby to PO był jej
orędownikiem, też bym ją popierał; choć i tej formacji nie popieram;
jest "bezideowa" ). Podoba mi się stanowisko matematyków i informatyków z
Uniwersytetu Wrocławskiego - prof. Marcinkowskiego. Dla mnie lustracja jest
większym dobrem, niż ewentualny sukces PiS-u (no, może ta formacja okaże się
całkiem rozsądna w kwestii wprowadzenia filozofii i logiki jako przedmiotu
obowiązkowego w szkołach licealnych). Zobaczym.

(4) Byłbym ostrozny z wieszaniem "psów" na PiS-ie; ja im daję szansę; filozofia
w szkołach, obniżanie podatków; wyższe pensje na uczelniach; i wprowadzenie
rankingów dla uczonych ( w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym; pensja musi
być uzależniona od wyników; a nie od ilości nadgodzin). W humanistyce jest to
problem, jak mierzyć wynik naukowy; ale istnieje dział nauki zwany
scjentometrią, który wypracowuje modele matematyczne takich pomiarów.

(5) Zwróć uwagę,że w "G.W" coraz wiecej uznanych autorytetów nauki opowiada się
jednak za lustracją; a więc - nie jest tak,że zwolennicy lustracji stanowią
garstkę oszołomów; poczytaj posty wyżej w odniesieniu do mojego stanowiska; ile
musiałem się natłumaczyć z tego, że jestem zwolennikiem i jaki zmasowany atak
na mnie przeprowadzono; łącznie z zarzutem,że robię błedy ortograficzne; a wieć
celem było zdyskredytowanie mojej argumentacji; nie - wykazanie, że nie mam
racji na gruncie pewnego modelu (założeń aksjologicznych); tylko wprost -
próbowano mi przyłożyć i "zrobić ze mnie oszołoma"; nawet pisząc z Kanady; to
jest wręcz zadziwiajace; ale pamiętaj lustracja uderza w olbrzymia grupę
pokoleniową osób - i ich rodzin; osób, którzy na komunie i donosicielstwie
(przynajmniej niektórzy) cholernie wzbogacili się i to oni posiadali świetny
start na progu transformacji; Ty nie mogłeś kupić fabryki (to taka metafora),
bo nie miałeś za co - ale inni Tak.

(5) W lustracji równiez chodzi o wiedzę, jak dawny aparat inwigilował nauke;
jak system wpływał na promocje tematów badawczych ( to dziedzina Twoja przecie;
Twojego ulubionego Flecka). I z tej racji, żeby dowiedzieć się czy
antykumulatywiści mają rację; warto zbadać kwestię inwigilacji nauki przez
służby państwa totalitarnego. Myślę,ze bedzie to interesujące; choćby w naszej
branży, żeby zobaczyć, jaki rodzaj humanistyki był promowany (np. jak okaże
się,że większosć postmodernistów byłą skażona współpracą, to będziemy mieli
ciekawy wniosek; czy np. postmodernizm jest funkcjonalny dla państwa (ustroju)
totalitarnego?).

(6) Propnuję lustrację interpretować i oceniać mniej emocjonalnie, mniej
egotycznie; powtarzam, lustracja nie jest problemem moralnym dla mnie; ja nie
oceniam czy X był zły czy dobry (kiedy donosił). Moja ocena (prywatnie mam) nie
ejst istotna w tym wypadku. Pytam socjotechnicznie; czy lustracja bedzie
pożyteczna dla rozwoju nauki polskiej. I przypuszczam, że tak. Do tej pory nikt
nie przedstawił mi dobrego argumentu, że będzie inaczej. Jęsli taki argument
zostanie mi przedstawiony, to rzecz jasna - jak przystało na umiarkowanego
neopozytywistę i scjentystę - zmienię pogląd.
pozdrawiam.
Wojtek Krysztofiak Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow
Żydzi i lewica wobec antysemityzmu
Żydzi i lewica wobec antysemityzmu
- Konferencja w ŻIH
Adam Ostolski


Sesja naukowa pt. Lewica i kwestia żydowska, która odbyła się 5 marca w
Błękitnym Wieżowcu, miała na celu prezentację kilku aspektów wspólnej historii
Żydów i lewicy, oraz podkreślenie doniosłego miejsca kwestii żydowskiej w
tradycji myśli lewicowej. Niestety, konferencja skoncentrowała się tylko na
tych związkach między lewicą i Żydami, które wynikały z antysemityzmu, bądź z
potrzeby wspólnego przeciwstawienia się tej ksenofobii. Problem jednak wydaje
się o wiele szerszy i trudno sprowadzić go wyłącznie do kwestii antysemityzmu.

Grzegorz Krzywiec, który otworzył część historyczną sesji, omówił stosunek
polskiej opinii postępowej do sprawy Dreyfusa. Analiza ponad dwustu artykułów
prasy liberalnej i socjalistycznej, na bieżąco komentujących aferę, pokazała
kilka sposobów ujmowania tematu przez polskich autorów. Grzegorz Krzywiec
zauważył, że w debacie tej prawie nie poruszono wątku antysemityzmu. Pisząc o
sprawie Dreyfusa, podejmowano takie tematy jak: polityczna degeneracja Francji
(Świętochowski), konflikt między republiką i armią (Kelles-Krauz), czy kwestie
postępu i tradycji (Wiślicki). Lewica twierdziła zwykle, że nie jest to tylko
problem Francji, lecz sprawa cywilizacyjna. Bardzo rzadko pisano natomiast o
francuskim nacjonalizmie czy antysemityzmie jako podłożu afery.

Kolejne referaty historyczne dotyczyły losów Żydów w ZSRR. Grzegorz Berendt
opowiedział o działaniach w obronie żydowskich twórców w Związku Radzieckim,
podejmowanych w latach 50. przez TSKŻ. Dla czytelnika Słowa Żydowskiego
szczególnie interesujący wyda się fragment wystąpienia Berendta dotyczący roli
Fołks-Sztyme w walce o pamięć zamordowanych Żydów radzieckich. 4 kwietnia 1956
roku ukazał się na łamach czasopisma niepodpisany artykuł Hersza Smolara,
opisujący los kilku wybitnych radzieckich pisarzy żydowskich. Artykuł ten miał
liczne przedruki w prasie żydowskiej na świecie. W ZSRR reakcje były
zróżnicowane: Chruszczow uznał go za antyradziecki, natomiast Mikojan i
generalicja za sprawiedliwy i niestanowiący zagrożenia. Był to niezwykły
przykład dystansowania się żydowskich komunistów do reżimu, początek
wyzwalania "zniewolonego umysłu".

W ostatnim odczycie części historycznej Artur Patek mówił o przyczynach porażki
Birobidżanu, spowodowanej antysemityzmem Kremla. Niestety, argumentacja i dobór
faktów prelegenta były wyraźnie podporządkowane głównej tezie.

Część teoretyczną otworzył Jürgen Hensel prezentacją ujęcia kwestii żydowskiej
przez Abrahama Leona, mało znanego autora trockistowskiego. Według Leona o
odrębności Żydów stanowiła nie religia, lecz rola pośrednika w obrocie
towarowym i kapitałowym. Zachowali oni zatem dwoisty charakter narodu-klasy
(peuple-classe), co czyniło ich wygodnymi ofiarami ideologii zrodzonej z
ekonomicznego interesu, ale posługującej się nacjonalistyczną retoryką.

Inni prelegenci zajęli się Szkołą Frankfurcką - grupą lewicowych filozofów i
ekonomistów, uchodźców z hitlerowskich Niemiec. Piotr Kendziorek przedstawił
interpretację Holocaustu i antysemityzmu przez autorów Szkoły. Teoria krytyczna
Szkoły Frankfurckiej pokazuje, dlaczego Żydzi są dogodnym przedmiotem
nienawiści zarówno klas wyższych jak i niższych. Robotnicy wytwarzają dobra,
ale to kapitalista uchodzi i chce uchodzić za ich "producenta". Aby sfera
produkcji mogła zachować pozór niewinności, odpowiedzialność za wyzysk
przypisuje się sferze handlu, utożsamianej z Żydami.

Na zakończenie sesji Piotr Weiser przedstawił swoją krytykę wybitnych filozofów
Szkoły Frankfurckiej - Teodora Adorno i Maxa Horkheimera. Krytyka ta dotyczyła
dwóch stereotypów, które wielu historyków przejęło od Adorno i Horkheimera, a
mianowicie: że Żydzi byli przypadkowym kozłem ofiarnym, którym mogła stać się
równie dobrze każda inna grupa oraz że oprawcy byli owładnięci neurozą. Tak
zdecydowana krytyka frankfurtczyków wywołała długą i ożywioną dyskusję.

Jest godne uwagi, że (jeśli pominąć temat Birobidżanu) wygłoszone na sesji
odczyty koncentrowały się na tych związkach lewicy i Żydów, które wynikają z
antysemityzmu i są nań reakcją. Oczywiście jest niezbywalną cechą lewicy branie
w obronę prześladowanych i słabych, ale nie wyczerpuje to chyba przyczyn jej
zainteresowania sprawami żydowskimi. Odrębność Żydów zawsze była wyzwaniem,
intelektualnym i praktycznym, dla lewicowego uniwersalizmu. Lecz również
ujmując zagadnienie z drugiej strony, byłoby grubym uproszczeniem wyjaśnianie
lewicowego zaangażowania wielu Żydów pragnieniem obrony przed antysemityzmem. W
politycznej i religijnej tradycji żydowskiej jest całkiem sporo elementów
kierujących ku lewicowej wizji świata. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że
również i te aspekty znajdą kiedyś w organizowanych przez Żydowski Instytut
Historyczny sesjach godne rozwinięcie.



Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku




Strona 4 z 4 • Znaleziono 216 postów • 1, 2, 3, 4  

Powered by WordPress dla [tu i tam]. Design by Free WordPress Themes.