Filozofia społeczna

Widzisz posty znalezione dla hasła: Filozofia społeczna





Temat: Jednak ludzie to bestie...
Trochę dziwna ta petycja. Wybaczcie błedy stylistyczne, już nie mam siły poprawiać - jak coś bęzie niejsne służę wyjaśnieniami.
Bardzo prosimy wszystkich, aby w komentarzach pod petycją nie wyzywali reżysera od Żydów i pedałów, ponieważ po pierwsze ani pochodzenie Zoltana F. ani jego orientacja seksualna nie mają nic wspólnego z tą sprawą, a po drugie dlatego, że ten, kto używa takich wyzwisk, publicznie daje świadectwo temu, jakiego środowiska jest sympatykiem. Zoltana F. w dalszym ciągu uważamy za fiuta, ale nie możemy zaakceptować rasistowskich, antysemickich oraz homofobicznych określeń: od tej pory ( dokładnie od początku) zdecydowanie odcinamy się od takich oraz podobnych uwag, jesteśmy zmuszeni uznać podpisy obrażające homoseksualistów i Żydów za nieważne. (pomyliłem się w dacie, oczywiście nie 22 lipca, lecz kwietnia, ale nie można zmienić tekstu petycji). Jeśli tekst nie wyświetli się poprawnie, w przeglądarce należy zmienić kodowanie znaków (w menu Firefox „widok” .

Do: Społeczności węgierskiej

W filmie zamordowano małego kotka

index.hu/kultur/cinematrix/ccikkek/alszent4670/

Z głębokim oburzeniem przeczytaliśmy w artykułach prasowych, że pewien reżyser filmowy był zdolny do zabicia żywej istoty pod pretekstem „sztuki”.
Dlatego wczorajszego dnia (22 lipca 2007) założyliśmy ruch, którego celem jest, aby Zoltán Toepler „reżyser i dramatopisarz” od tej pory był znany jako Zoltán Fiut. Chociaż wspomniana osoba, Zoltán Toepler, którego od tej pory nazywamy Zoltán Fiut, naruszył obowiązujące przepisy prawne, uważamy, że nie za pomocą procesu, lecz za pomocą publicznego napiętnowania ukarzemy sprawcę w imieniu ludzi o dobrych sercach.

Załączamy także nasz list napisany do index.hu:


Szanowny Panie, Szanowna Redakcjo!
Z odrazą i obrzydzeniem przeczytałem oraz obejrzałem reportaż pt. „Dla sztuki filmowej zabito kotka”, opublikowany na index.hu. Dla zupełnej jasności: obrzydzenia nie wywołała we mnie wizualna brutalność obrazów. Jako przyjaciel zwierząt oraz osoba szanująca życie (ludzkie lub zwierzęce życie, w takich wypadkach moralnego punktu widzenia według mnie jest to wszystko jedno) i uważająca je za najważniejszą wartość, pomimo całej mojej tolerancji, głębokie oburzenie oraz nieskończoną pogardę obudziło we mnie to, co uczynili twórcy filmu pt. Álszent pod kierunkiem Zoltána Toeplera. W dziele, w fikcji mieści się wiele różnych rzeczy: seks, przemoc, ich kombinacja, fiut, cipka i pieprzenie się, ponieważ zadaniem sztuki jest trzymanie lustra przed rzeczywistością, a jeśli taką widzimy rzeczywistość, taką też trzeba ją pokazywać. Pomimo tego wszystkiego uważam, że nie jest sztuką – niechby chociaż było to śmiałą realizacją zasady l'ar pour l'art – to, co odwzorowuje znęcanie się nad zwierzętami, prawdziwą utratę życia przez prawdziwą żywą istotę. To, co odczuwa ból, cierpienie, odczuwa go i cierpi także wtedy, jeśli nie może o tym powiedzieć, także wtedy, kiedy nie dysponuje samoświadomością.
Według Milana Kundery człowiek pokazuje w pełnej rozciągłości swoją najgłębszą istotę, swoją moralność w sposobie traktowania zwierząt. Zwierzę domowe nie potrafi się bronić, nie może się zemścić, nie wie, co się z nim dzieje, nie może skazać swojego dręczyciela, jest zdane na czyjąś łaskę. Według mnie Zoltán Toepler pokazał swoją wartość. Według węgierskiego kodeksu karnego popełnił przestępstwo, za które być może odpowie. Według mojej wiedzy mało prawdopodobne jest, żeby trafił do wiezienia, ale nie sądzę, żeby taka kara coś dała, raczej grzywna, której nałożenie jest dużo bardziej prawdopodobne.
Razem z kolegą zastanawialiśmy się, jaka kara byłaby adekwatna do takiego czynu. Doszliśmy do tego, że w zasadzie żadna, ale przyszła nam do głowy myśl z idealistycznej liberalnej filozofii społecznej (czy czegoś takiego - nie znam się za bardzo na takich rzeczach – przyp. tłum.), według której w dojrzałym demokratycznym społeczeństwie takie samo znaczenie jak kary nakładane przez prawo może mieć odrzucenie przez społeczność, napiętnowanie, symboliczne wygnanie. W takim duchu zapoczątkowaliśmy ruch – prosimy redakcję Index o wsparcie naszych starań – którego pierwotną wytyczną jest, aby - opisując stan faktyczny, według którego dużej części węgierskiego społeczeństwa udało się prawidłowo zinterpretować przekaz filmu pt. Álszent oraz objawiającą się w nim artystyczną ars poetica lub charakterystykę osoby twórcy – w mediach od tej chwili Zoltána Toeplera nazywano Zoltánem Fiutem. (Z uwagi na ewentualne konsekwencje prawne, konkretnie proces, można zmodyfikować oryginalny plan za pomocą alternatywnych nazwisk – Zoltán Morderca Kotków, Zoltán Eutanazja).
Mamy nadzieję, że nasza inicjatywa jest zrozumiała oraz, że znajdzie poparcie w redakcji!
Z góry dziękujemy za pomoc!
Gábor Filippov
Attila Gáspár

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Porozumienie z Lap?

W odpowiedzi na list Janka Grudniewskiego:
Witam cie Jerzy . Sadze ze twoja inicjatywa zakladania LAP jest mimo
                        wznioslych intencji inicjatywa "Naiwnego
Pieknoducha" Aby odegrac znaczaca
                        role w polityce organizacja powinna spelnic
przynajmniej trzy podstawowe
                        warunki
                        1. Miec chwytliwa ideie , ktora moze pociagnac za
soba masy,
                        2. Miec pieniadze na upowszechnianie tej ideii,
                        3. Miec rozbudowane struktury organizacyjne,
                        Ktore z powyzszych warunkow spelnia twoja inicjatywa
?
                        Nie szarp sie ale przylacz sie do inicjatywy posla
Gabriela Janowskiego ,
                        Pani Janiny Piekarz , Pani poseł Barys i innych
organizacji , miedzy innymi
                        mojego Polskiego Ruchu Uwlaszczeniowego , ktorzy 8
kwietnia w Sali
                        Kolumnowej Sejmu powolali PRZYMIERZE DLA POLSKI jako
organizacje wyborcza
                        spelniajaca powyzsze i inne warunki min.: ludzi
czystych rak, goracych serc
                        i otwartych umyslow. Rozprzestrzeniamy te inicjatywe
na cala Polske i kazdy
                        ktorego stac na intelektualna samodzielnosc moze
aktywnie brac udzial w jej
                        tworzeniu.
                        Zapraszam cie Jan Grudniewski PS. w tej chwili mam
malo czasu wiecej
                        informacji przesle pozniej. Pisze bez polskich
znakow zgodnie z zasadami w
                        Swiatiwej Sieci Patriotycznej
----------------------------------------------------------------
Czolem Janku!
Ciesze sie, ze nie wyrzuciles mnie poza nawias tych co maja "czyste rece,
gorace serca i otwarte umysły" ale epitet "naiwnego pieknoducha" bardzo mnie
rozbawil ale i troche zasmucil. Przeciez Ty nalezysz do tych nielicznych,
ktorzy powinni pamietac co ja mowilem w 1993 roku i jak sie to ma do obecnej
rzeczywistosci. Przeciwnicy mojej inicjatywy gardlowali wtedy, ze to "bardzo
dluga droga", ze trzeba wygrac wybory, przejac wladze i zaczac
"parlamentarnie" uszczesliwiac Polske i Polakow.
Ta "drogą na skroty" kolejne "prawicowo-chrzescijanskie" grupy
uszczesliwiaczy "jedynie slusznymi metodami" ciagna nas (a raczrj kiwaja)
juz ponad 10 lat i konca tej drogi jakos nie widac!
Teraz serwujecie nam kolejny wariant parlamentarnego uszczesliwiania pod
zgrabna nazwa: Porozumienie dla Polski, ktory (obawiam sie) niczym
specjalnie sie nie rozni od prawie zapomnianej Koalicji dla Rzeczypospolitej
a ktory zesmy juz "przecwiczyli"!
Zaserwowales mi "lekcje w pigulce" z dziedziny socjotechniki (idea -
pieniadze - struktury organiz.) zapominajac o o jednym, iz te zasady sa
sluszne tylko w warunkach tzw. zbiorowej glupoty. A tu w Polsce zaczyna sie
przejawiac nadzwyczajne zjawisko, ktore historycy (byc moze) nazwa "zbiorowa
madroscia". Przeciez Polacy w swojej zbiorowosci (czyli w wiekszosci)
puszczaja mimo uszu "milosierne Listy Episkopatu", olewaja belkot
propagandowy tzw. ugrupowan prawicowych a i Radio Maryja nie ma sie co
wychylac ze zbyt szumnymi haslami! A przeciez nikt nie prowadzi zadnej
zorganizowanej anty propagandy! Wniosek jest prosty: same hasla i pobozne
zyczenia nie wystarcza! Potrzebna jest zmiana jezyka komunikacji
miedzyludzkiej i zmiana filozofii spolecznej!!!!!!!!
Czekam wiec na te obiecane materialy majac nadzieje, ze spelnia moje
oczekiwania a przede wszystkim bedzie z nich wynikalo, ze sygnatariusze
Porozumienia dla Polski oprocz zalapania sie na fotele parlamentarne widza
pilna potrzebe ozywienia aktywnosci spolecznej. A jezeli rowniez widza
mozliwosc wspoldzialania z takim ruchem spolecznym jak LAP to ja jestem do
dyspozycji!
Mam tez nadzieje, ze w przyslanych materialach znajde odpowiedz na pytania,
ktore zadalem Panu Poslowi Gabrielowi Janowskiemu miesiac temu na spotkaniu
W Radomiu.
Jak rowniez spodziewam sie, ze bedzie w nich cos z dziedziny strategicznej
(moze byc wojskowym jezykiem) zawierajacej informacje o naszych
"przeciwnikach politycznych" czyli rzadzacej mafii!
Pozostajac przy tych oczekiwaniach, polecam sie pamieci
i odmeldowuję się!
Czołem Panie Pułkowniku!

ppor. rez. Jerzy Tatol
(bez prawa awansu od 35-ciu lat!)

Jeszcze raz powtarzam, ze jerzeli Polacy nie zrozumia, ze musza sie oddolnie
organizowac, przegraja przyszlosc. Partie nadal odgornie tworzone walcza
tylko o stolki, a nikt nie mowi o zmianie antypolskiej polityki, o
radykalnej zmianie, ktora odwroci staczanie sie w przepasc Polski. Dzis
chodzi drodzy Rodacy o Wasza egzystencje.

Pozdrawiam
boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/
bou@t-online.de

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Naiwność a prostota
"...::QRT::..." <ni@m.mejla


"ksRobak" <re2@wp.pl
Dnia Fri, 18 Aug 2006 11:48:09 +0200, ksRobak napisał(a):
| "...::QRT::..." <ni@m.mejla
| | Dnia Thu, 17 Aug 2006 20:26:51 +0200, argothiel napisał(a):
| Sky napisał:
| | Jak zdefiniować i na jakiej zasadzie proponowalibyście rozróżnić oba
| | zjawiska? :)
| Prostota jest to postępowanie tak, jak się czuje. Naiwność jest to
| postępowanie tak, jak czują inni.
| Nie jak czują inni ale jak chcą inni. Oczywiscie nie każdy taki przypadek
| bedzie naiwnościa. Należało by dodać dwa warunki:
| - po pierwsze jest to postępowanie wbrew własnemu interesowi
| - po drugie osobnik naiwny nie bedzie sobie uswiadamiał pierwszego
| warunku.

| Prostota w takim ujęciu z naiwnoscia nie ma nic wspolnego, gdyż
| oczywiscie można nie być prostym a być naiwnym i na odwrót.
| O ile prostota jest cechą umysłu jako takiego o tyle naiwność jest
| bardziej cechą społeczną.
| No bingo Panie ...::QRT::... :-)
No własnie wcale nie. Jak sie jeszcze troche zastanowiłem to istnieje
jeszcze coś takiego jak "naiwne postrzeganie rzeczywistości"
To z kolei nie jest ani cechą umysłu, ani cechą społeczną którą
wykorzystuje sie w manipulacji, jednoczesnie jest i tym i tym po trochu.
| PS. Tak oto zbieram owoce rozmów kopiowanych z Forum Gazet.pl:
| Ludziom zachciało się myśleć. :DDD
Zdaje sobie sprawe iż chciałeś poprostu podzielić sie cennymi myslami,
ale uwierz iż forma w jakiej to robiłeś skutecznie zniechęcała do wnikania
w głąb :)


Cóż Drogi Panie. Mądrość ludowa mówi: od przesytu - głowa boli.
Przeuczenie się wywołuje dysharmonię. Proszę zauważyć, że moje
teksty kopiowane z Forum Gazeta.pl: * to były teksty naukowe
a identyfikator w temacie "Gazeta.pl:" jest informacją o źródle. :)
Pochwaliłem Pana za pańską wypowiedź do argothiela ponieważ
utrzymałeś się Pan w temacie "Naiwność a prostota" w odróżnieniu
od wątku poświęconemu Antoine Lavoisierowi (Popiół i diamenty)
 w którym nie pisałeś ani o popiele ani o diamentach ani o Lavoisierze
ale o swoim emocjonalnym nastawieniu do szeroko pojętej nauki
oraz jej propagatora czyli mnie. Osiągnąłeś Pan przesyt a swoją
wypowiedzią wyraziłeś bunt wobec tego stanu słowami:
"Po jakiego grzyba smiecisz?"
hehehe
Często na naszej grupie "pl.sci.filozofia" słyszy się słowa zarówno
bywalców jak i wędrowców, że grupa ta nie poddaje się żadnym
skrajnościom ani światopoglądowym ani ideowym zachowując
dystans do wszelkich demagogii i propagandy, ekstremów i zakazów.
Tak - pl.sci.filozofia to demokratyczne "państwo środka" w którym
każdy może za pomocą słów (posty) i brak-słów (działanie)
wyrażać SIEBIE - przy czym brak-słowa a więc czyny, także są słowami,
bowiem niosą informację. Przykładem brak-słowa może być kancelowanie
a więc usuwania postów ksRobaka z niektórych serwerów przez
niektórych adminów. Ten język czynów mówi wiele zarówno o nastawieniu
samego kancelującego jak i o serwerze którym "zarządza" manipulując
informacją. Inny przykład to działalność "zakulisowa" polegająca
na rozsyłaniu szkalujących personalnych pomówień. :)
Swojego czasu dla potrzeb ścisłowców stworzyłem taką definicję filozofii:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
FILOZOFIA to zdolność świadomego podmiotu do nadawania NAZW
i wyciągania uzasadnionych wniosków.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To filozofia społeczna opierająca się na komunikatywności z innymi; ale
filozofia filozofii nie równa:
oprócz filozofii społecznej jest także filozofia WŁASNA
wynikająca z WOLNOŚCI:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
WOLNOŚĆ to zdolność świadomego podmiotu do
nie buntowania się przeciw niesprawiedliwości.
Człowiek wolny nie buntuje się lecz zapobiega.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sztuka zapobiegania to także FILOZOFIA. :-)
...
Gdy Pan zrozumiesz, że CZYN jest także SŁOWEM
to taki biblijny tekst jak niżej nabierze dla Pana zupełnie
innej, szerszej wymowy:
"Na początku było SŁOWO; a SŁOWO było u Boga...
i Bogiem było SŁOWO"
uważaj Pan:
"Na początku był CZYN; a CZYN był u Boga...
i Bogiem był CZYN"
Jeśli NIC się nie dzieje a duch unosi się nad przepaścią
to panuje ZASTÓJ, STAGNACJA i ODRĘTWIENIE.
Duch który unosi się ponad tą trójwymiarową martwotą
jest potencjalnością AKTU. :-)
Sama martwota się nie ożywi i nie zacznie się ruszać. <o to to :)
...
Tyle dygresji a teraz merytoryka. :)
__________________

Sky w swoim poście otwierającym zadał pytanie o rozróżnienie
naiwności a(ntagonizm) prostoty nazywając je zjawiskami.
W takim ujęciu te słowa muszą znaleźć wspólną platformę:
psychofizyczną, społeczną, emocjonalną, etyczną, moralną
bowiem pojęcia te, z racji wieloaspektowości zastosowań
- mają rózne znaczenia zależne od kontekstu.
Najogólniej to rozróżnienie można opisać skojarzeniami:
prostota <=zrozumienie
naiwność <=zaufanie
przykład:
Zrozumiałem tekst Robakksa - to co napisał jest proste.
Zaufałem jedynie słusznej nauce - ale byłem naiwny.

Powyższy przykład pokazuje, że tym co antagonizuje prostotę a naiwność
jest nastawienie i zrozumienie:
naiwność jest przejawem bezmyślności
prostota jest przejawem myślności.
To proste. :D
~°<~
Edward Robak*
Uwaga: kopia na free-pl-prawdy

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Dlaczego dyskutowanie o filozofii jest niemożliwe

Użytkownik "Przewodas" <bazyliszktlWYTNI@buziaczek.plnapisał w
wiadomości


Pogląd filozoficzny jest sprawą głęboko indywidualną, wręcz intymną.
Składają
się na niego indywidualne doświadczenie, wykształcenie, inteligancja,
wyobraźnia, wrażliwość i umiejętność komunikowania myśli. W sumie, tworzy
się
coś niepowtarzalnego jak odcisk palca.

Żeby rozmawiać z kimś o jego filozofii trzeba by wejść w ten prywatny
świat co
najmniej z przyjaźnią, wykazując maksimum dobrej woli. W zasadzie tylko z
kochanką można tak rozmawiać. Na forum publicznym jest to wykluczone. Tu
tylko
targowisko kompleksów, próżności i cynizmu, na które jedynym lekarstwem
jest
socjotechnika, marketing i większa od innych bezczelność.

Nie mówię, że jestem bez winy. Pora jednak odkryć szerszę obiektywną
prawdę -
rozmawiać o filozofii z obcymi ludźmi się nie da! Czyż cała ta lista
dyskusyjna
nie jest na to dowodem?

To jest rykowisko. I tak być musi. Natury nie oszukamy. Proszę zauważyć,
że
najbardziej "kulturalne" tutejsze świętoszki są ludźmi najbardziej
jałowymi
intelektualnie.
Pozdrawiam
Przewodas

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


Moim zdaniem dyskutowanie o filozofii jednostki na zasadzie:
Ja przedstawiam swoją ,ktoś przedstawia swoją i omawiamy ich wady i zalety
jest możliwe pod warunkiem,
że nie będzie to dyskusja mająca na celu przekonanie rozmówcy do przejęcia
na stałe mojego punktu widzenia-mojej filozofii
...-to musi nastąpić autonomicznie.
Niestety filozofia jako nauka społeczna ma to do siebie że jej
przedstawiciele "z automatu"-świadomie,bądź podświadomie pragną narzucić
swoją
filozofie innym szybko i na siłę,bez dania czasu rozmówcy na
zastanowienie,dlatego czysta dyskusja jest co najmniej utrudniona.

Można oczywiście czując się mentorem,albo oświeconym względem innych
próbować narzucać swoją filozofię reszcie rozmówców,
ale wtedy to już nie czysta dyskusją,bo "mentor" ma klapki na oczach i
umyśle i umie tylko wygłaszać swoje poglądy ,
a poglądy innych traktuje z góry jako ogólnie bezsensowne-nielogiczne ,co
najwyżej "puste"-bez jakości,
(rzadko powie,że to wyłącznie to jego opinia,bo zazwyczaj utożsamia swoją
filozofię jako ideał)
które jeśli potrafi usilnie miesza z błotem,a jeśli nie potrafi to obraża
rozmówców.

Tu na grupie jest niewielu rozmówców mających swoją filozofię(nie czysto
książkową),
zdaje sobie sprawę,że pełna bezbłędna filozofia jednostki uniwersalnej jest
niemożliwa do wyznaczenia,
bo tworzący ją ludzie nie są w pełni obiektywni i przemyślenia u dwóch
różnych osób na ten sam temat mogą skutkować innymi wnioskami,
bo ilość argumentów - związana jest z postrzeganiem danego człowieka
 tak samo jak ich prawidłowy dobór - związany z prywatną logiką wykraczająca
ponad ogólnie przyjętą,
a nazywaną często przez nieobiektywnych ludzi - niekonsekwencją ,
choć nie zdają sobie sprawy ,że takie argumentowanie może mieć konsekwencje
w danej logice.

Filozofia społeczna(ogółu) względem jednostki jest jeszcze bardziej
szkodliwa,bo odrzuca człowieka jako podmiot stąd diabelskie wynalazki typu
pieniądz,zróżnicowanie społeczne i efekty typu "bandytyzm"-wynikający z tego
że chcę więcej ,ale zgodnie z prawem nie potrafię.

........................
Tak na luzie ;)

Wyobraźmy sobie sytuację czysto teoretyczno-filozoficzną, że ludzkość doszła
do momentu rozwoju technologicznego,
kiedy urządzenia wytwarzane psują się bardzo rzadko,można za pomocą prostego
i taniego urządzenia
przenosić się na dowolną odległość między planetami,układami,galaktykami
itd.
Każdy w pewnym momencie zapragnie być bogiem i przeniesie się daleko na inną
planetę przystosowaną do życia ,
których jest nieskończona ilość,a jak się znudzi przeniesie się na inną.

Każdy będzie żył na niej sam bądź z rodziną i korzystał z pięknych
raf,śnieżnych stoków itp. za darmo bo będzie ich właścicielem ,
Będzie samowystarczalny mając wcześniej zakupiony sprzęt który psuje się
średnio np.raz na 100lat,
a jeśli już się zepsuje to jego mikro roboty naprawcze ;) zrobią swoje.
Jedynie od czasu do czasu "poleci" towarzysko do znajomych.

Cóż się wtedy stanie z pieniądzem ,zawodami -jałowymi produktami
cywilizacyjnymi typu bankier,ekonomista,prawnik,ksiądz....z korporacjami
,które uszczęśliwiają nas na siłę?

Jaki system potrafiłby przetrwać takie warunki?
Społeczeństwo pieniądza rozsypie się(własność natury jest niewspółmiernie
wyższa jakościowo niż posiadanie pieniądza i władzy -dla zdrowych ludzi).
Jak przekazywać naukę i mądrość w takim wypadku?

Czy "władza" pozwolilaby na taką sytuację ,skutkiem której przestałaby
istnieć?

Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Skąd na forum pogardliwy stosunek do religii katol
Ponownie do p. Marioli i do innych
Szanowna p. Mariolu.
1.Spiesze wyjasnic, ze zwrot uzyty przeze mnie:
"Ale zaraz sobie chytrze pomyslalem - a co z tego bede mial. No bo przeciez
logika podpowiada, ze jak cos zmieniac to raczej na lepsze",
jest tylko epizodycznym i niewinnym srodkiem literackim, ubarwieniem zaledwie a
nie celem moich rozmyslan. W zadnym zas razie nie jest wyznaniem wiary, jak to
raczyla Pani odebrac.
Stad przeprowadzony przez Pania dalszy wywod:
"Otóż to "co z tego będę mial?". To typowa postawa religiantów, którzy równie
chytrze zakladają, ze pozostając w KK bedą mieli życie po śmierci. Tym zaś maja
się róznić od osób idących inna drogą przez życie (również wyznawców innych
religii). Czy wy nie widzicie, że obrażacie boga? Sądzicie, że dal on szansę
zbawienia tylko z racji na miejsce urodzenie i narzucony niemowlęciu chrzest?
Naprawdę uważacie, że buddysta, zyjący wedlug uniwersalnych zasad dotyczących
porządnego czlowieka nie wejdzie przez bramy niebios? Biedactwa."

aczkolwiek wywolal we mnie zdumienie, jako niezwiazany z tym co pisalem
pozostawiam bez komentarza. Drobne zlosliwosci w nim zawarte odpuszczam,
traktujac jako wypadek przy pracy.

2.Wydaje mi sie, ze Pani reakcja i dobor argumentow potwierdzaja w jakims
stopniu moja wczesniejsza, coby nie powiedziec zaledwie robocza, hipoteze.

3.Poniewaz wczesniej uzyla Pani niezbyt szczesliwie przykladu Rewolucji
Francuskiej a troche pozniej mniej lub bardziej swiadomie powiedzenia Karola
Marksa: "religia to opium dla ludu",
pozwalam sobie na drobna uprzejmosc i dolaczam fragment wymiany pogladow dwoch
lewicowych (marksistowskich) publicystow z czasopisma (a jakze tez lewicowego)
Bez Dogmatu:

"Jan Woleński
Myślę, że bardzo wiele łączy mnie z Leszkiem Nowakiem, między innymi
wykształcenie, sympatie do filozofii analitycznej, areligijność. Nigdy jednak
nie podzielałem fascynacji Leszka filozofią społeczną. Moje sympatie
prolewicowe, zapewne mniejsze niż Nowaka, nie są pochodne wobec jakiejkolwiek
wielkiej wizji rozwoju społecznego. Leszek posiada takową i dlatego, jak myślę,
zawsze operuje jakąś uniwersalną schematyzacją (czyli - używając jego języka -
idealizacją) ludzkich postaw i ich opisów. W tym przypadku są to dwa dogmaty:
Marksowski, tj. dumnego człowieka zrewoltowanego i Leśmianowski, tj. człowieka
zgnojonego. Na to nakłada się w jakiś sposób stosunek do religii: zgnojeni
wierzą, ponieważ są krzywdzeni, a dumni zrewoltowani są przeciw religii, bo
intelektualnie i moralnie ją odrzucają - po pierwsze jako obraz świata
poznawczo nieprawomocny, a po drugie, jako instrument zniewolenia. Nowak
przestrzega przed absolutyzacją obu tych ujęć, bo prowadzą do półprawd. Oba
dogmaty traktuje jako w gruncie rzeczy dwie uzupełniające się składowe prawdy o
człowieku, których nie należy od siebie separować. Prowadzi to do potrzeby
korekty tradycyjnego spojrzenia na rolę religii w kontekście obu składowych.
Dla zgnojonych nie jest ona opium dla ludu, ale rzeczywistym pocieszeniem,
przynajmniej w wielu wypadkach. Nie mają więc racji dumni zrewoltowani, gdy
traktują wiarę religijną jako to pierwsze. Biorą wtedy dogmat Marksowski za
całość prawdy (podobnie błądzą ci, którzy totalizują dogmat Leśmianowski).
Leszek kończy przestrogą. Człowiek myślący musi poddawać refleksji własne
założenia, a wtedy uniknie skrajności. W szczególności ateista powinien umieć
spojrzeć na świat poprzez kategorie teologiczne, oczami człowieka głęboko
wierzącego. Nie może to jednak polegać na eklektycznej syntezie obu składowych.
Przyznam, że końcowego zalecenia (o nowej generalizacji) nie rozumiem do końca,
bo przypomina mi drogę od tezy przez antytezę do syntezy, a to nie jest moja
bajka.
Zgadzam się w pełni z Nowakiem, że pojmowanie religii jako opium dla ludu jest
nie tyle uproszczone, co wręcz błędne. To, że duchowni (kapłani) dążą do
władania ludźmi, niczego nie zmienia. Politycy, nawet demokratyczni, też dążą,
a jednak nikt nie traktuje programów społecznych socjaldemokracji tylko i
wyłącznie jako opium dla ludu. Powszechność religii i rola codziennej posługi
kapłańskiej coś jednak mówią. Ludzie w Polsce dość powszechnie wiedzą
O rozmaitych ciemnych sprawkach kleru i tylko w niewielkim stopniu wpływa to na
ich udział w obrzędach religijnych.
Sekularyzacja, jeśli brać za prawidłowość to, co dzieje się w Europie
Zachodniej i USA, dokonuje się w kontekście przemian cywilizacyjnych, które
jeszcze są przed nami. Trzeba tedy przyjąć, że religia jest jakąś naturalną
reakcją na sprawy tego świata, a nie jedną wielką mistyfikacją. Bogaci i
biedni, szczęśliwi i nieszczęśliwi, zgnojeni i niezgnojeni, dobrze wykształceni
i kończący tylko szkoły podstawowe, młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni wierzą
w przybliżeniu jednakowo, zapewne mniej lub bardziej głęboko, ale wierzą.
Natomiast nie zgadzam się z Leszkiem co do istnienia dumnych zrewoltowanych. W
moim przekonaniu takich w ogóle nie ma albo są tylko wytworem własnej
wyobraźni."

Moim zdaniem interesujace.

Ps. Co do teorii biochemicznej interpretacji religii i milosci nie czuje sie
kompetentny. Chodzac na randki nie zabieralem Tablicy Mendelejewa - zero
doswiadczen.
Pozdrawiam. Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku



Temat: Ideolodzy prawicy : Houston S. Chamberlain
Ideolodzy prawicy : Houston S. Chamberlain
Arystokrata angielski Houston Steward Chamberlain (1855-1926), pisał jednak
po niemiecku, a swe fundamentalne dzieło pt. Grundlagen des XIX Jahrhunderts
wydał w 1899 roku. W tej książce usiłował dociec, jakie były źródła wielkiej
cywilizacji i kultury XIX stulecia. Doszedł do wniosku, że wytworzyły je
cztery czynniki, mianowicie dorobek kulturotwórczy Greków, Rzymian, Żydów i
Teutonów. Grecy stworzyli poezję, sztukę i filozofię. Rzymianie - prawo,
organizację państwową, ideę obywatelstwa, porządek społeczny, ideę świętości
rodziny i własności. Żydzi - judaizm, a pośrednio - chrześcijaństwo ze
wszystkimi jego dobrymi i złymi wpływami. Teutoni na tej podstawie zbudowali
współczesną cywilizację. Houston S. Chamberlain twierdził, że wszystko, co te
ludy dały kulturze, wynikało z ich cech rasowych. Uważał, że rasa teutońska
składa się z Germanów, Celtów i zachodnich Słowian. Rasa ta wydała wszystkich
geniuszów. Dante, Szekspir, Monteskiusz, Newton, Kant, Kopernik, Nelson i
inni wielcy ludzie byli genetycznymi Germanami. Rasa ta w najczystszej
postaci zachowała się w Niemczech. Między rasami wre walka o byt, o
przyszłość. Głównym wrogiem Teutonów są Żydzi (rasa wielce uzdolniona, lecz
działająca rozkładowo). Tylko podbój świata przez Germanów uratuje tenże
świat od zguby.

Idee Chamberlaina wywarły znaczny wpływ na filozofię społeczną nazizmu, można
je spotkać dość często zarówno na stronach dzieła Alfreda Rosenberga Mythus
des XX Jahrhunderts, jak i książki Adolfa Hitlera Mein Kampf.

dr Jan Ciechanowicz

źródło : arystokrata angielski Houston Steward Chamberlain (1855-1926), który
pisał jednak po niemiecku, a swe fundamentalne dzieło pt. Grundlagen des XIX
Jahrhunderts wydał w 1899 roku. W tej książce usiłował dociec, jakie były
źródła wielkiej cywilizacji i kultury XIX stulecia. Doszedł do wniosku, że
wytworzyły je cztery czynniki, mianowicie dorobek kulturotwórczy Greków,
Rzymian, Żydów i Teutonów. Grecy stworzyli poezję, sztukę i filozofię.
Rzymianie - prawo, organizację państwową, ideę obywatelstwa, porządek
społeczny, ideę świętości rodziny i własności. Żydzi - judaizm, a pośrednio -
chrześcijaństwo ze wszystkimi jego dobrymi i złymi wpływami. Teutoni na tej
podstawie zbudowali współczesną cywilizację. Houston S. Chamberlain
twierdził, że wszystko, co te ludy dały kulturze, wynikało z ich cech
rasowych. Uważał, że rasa teutońska składa się z Germanów, Celtów i
zachodnich Słowian. Rasa ta wydała wszystkich geniuszów. Dante, Szekspir,
Monteskiusz, Newton, Kant, Kopernik, Nelson i inni wielcy ludzie byli
genetycznymi Germanami. Rasa ta w najczystszej postaci zachowała się w
Niemczech. Między rasami wre walka o byt, o przyszłość. Głównym wrogiem
Teutonów są Żydzi (rasa wielce uzdolniona, lecz działająca rozkładowo). Tylko
podbój świata przez Germanów uratuje tenże świat od zguby.

Idee Chamberlaina wywarły znaczny wpływ na filozofię społeczną nazizmu,
można je spotkać dość często zarówno na stronach dzieła Alfreda Rosenberga
Mythus des XX Jahrhunderts, jak i książki Adolfa Hitlera Mein Kampf.


arystokrata angielski Houston Steward Chamberlain (1855-1926), który pisał
jednak po niemiecku, a swe fundamentalne dzieło pt. Grundlagen des XIX
Jahrhunderts wydał w 1899 roku. W tej książce usiłował dociec, jakie były
źródła wielkiej cywilizacji i kultury XIX stulecia. Doszedł do wniosku, że
wytworzyły je cztery czynniki, mianowicie dorobek kulturotwórczy Greków,
Rzymian, Żydów i Teutonów. Grecy stworzyli poezję, sztukę i filozofię.
Rzymianie - prawo, organizację państwową, ideę obywatelstwa, porządek
społeczny, ideę świętości rodziny i własności. Żydzi - judaizm, a pośrednio -
chrześcijaństwo ze wszystkimi jego dobrymi i złymi wpływami. Teutoni na tej
podstawie zbudowali współczesną cywilizację. Houston S. Chamberlain
twierdził, że wszystko, co te ludy dały kulturze, wynikało z ich cech
rasowych. Uważał, że rasa teutońska składa się z Germanów, Celtów i
zachodnich Słowian. Rasa ta wydała wszystkich geniuszów. Dante, Szekspir,
Monteskiusz, Newton, Kant, Kopernik, Nelson i inni wielcy ludzie byli
genetycznymi Germanami. Rasa ta w najczystszej postaci zachowała się w
Niemczech. Między rasami wre walka o byt, o przyszłość. Głównym wrogiem
Teutonów są Żydzi (rasa wielce uzdolniona, lecz działająca rozkładowo). Tylko
podbój świata przez Germanów uratuje tenże świat od zguby.

Idee Chamberlaina wywarły znaczny wpływ na filozofię społeczną nazizmu,
można je spotkać dość często zarówno na stronach dzieła Alfreda Rosenberga
Mythus des XX Jahrhunderts, jak i książki Adolfa Hitlera Mein Kampf.

dr Jan Ciechanowicz


Wyświetl wszystkie odpowiedzi z tego wątku




Strona 3 z 3 • Znaleziono 99 postów • 1, 2, 3  

Powered by WordPress dla [tu i tam]. Design by Free WordPress Themes.